poniedziałek, 30 marca 2015

Wellness&Beauty Olejek do ciała Kwiat wiśni & Ekstrakt z róży

Cześć!
U Was też taka okropna pogoda? Wieje, deszcz pada i do tego zimno! Na dodatek Milenka mi się pochorowała, myślałam, że to angina, a okazało się, że to szkarlatyna :( Trzeba było wdrożyć od dzisiaj antybiotyk, a biedna od soboty wieczór się męczyła :( Na szczęście ma się już troszeczkę lepiej, więc liczę na to, że i nocka będzie lepsza niż poprzednie dwie... Ale dość tych żali ;) 

Olejowanie włosów lubię, ale olejowanie ciała już nieco mniej, ale też zaczynam się do niego przekonywać. Dziś już 5 kosmetyk do ciała z "rossmannowskich" kosmetyków Wellness&Beauty. 


Wellness&Beauty Olejek do ciała Kwiat wiśni & Ekstrakt z róży



Olejek do ciała Kwiat wiśni & Ekstrakt z róży 150 ml. Działania pielęgnacyjne: Poczuj się fantastycznie uskrzydlona- dzięki zmysłowo pachnącej, specjalnej mieszance ekstraktów z kwiatów wiśni i kwiatów róży. Starannie dobrane oleje naturalne, takie jak olej słonecznikowy i olej z orzechów makadamia w połączeniu z witaminą E wspomagają gospodarkę wodną skóry i pielęgnują skórę tak, aby była cudownie delikatna. Skóra staje się wyczuwalnie miękka i gładka. Olejek szybko się wchłania nie pozostawiając tłustej warstwy na skórze. 


SKŁAD:



Nie rzuciłam się od razu do używania olejku. Jak wspomniałam, tłusta warstwa na ciele skutecznie mnie odstrasza. Jednak przekonuję się stopniowo do takiej pielęgnacji, choć czuję, że częściej będę stosować balsamy / masła do ciała. 

Wypróbowałam ten olejek do smarowania ciała, w kąpieli i nawet na twarzy, na włosy się jakoś nie odważyłam. Jak widzicie zostało mi go mniej niż połowę.


Buteleczka ma pojemność 150 ml, wygodna pompka się nie zacina, dozuje odpowiednią ilość olejku, nie pryska na różne strony ;) Choć czasem pompując olejek, cieknie on nam na butelkę, jakoś nie jest to szczególnie uciążliwe, ale po każdym użyciu proponuję jednak opakowanie przetrzeć, aby było suche. 


Konsystencja olejku - oleista, tłusta. Bardzo dobrze rozprowadza się na skórze, na sucho czy na mokro, nawet wchłania się całkowicie, ale pod warunkiem, że nie przesadzimy z jego ilością, bo wtedy mamy gwarancję, że pościel i inne będą wytłuszczone. Do smarowania całego ciała wystarczą mi 4 pompki co działa na plus pod kątem wydajności.


Połączenie kwiatu wiśni i ekstraktu z róży nie do końca przypadło mi do gustu, a raczej dla mojego nosa. Jest kwiatowy, czuć trochę różę, kwiat wiśni, ale są one bardziej zdominowane przez inne olejki. Jest ciężki i męczący, długo utrzymuje się na skórze. Na początku owszem, podobał mi się, ale z czasem mnie trochę denerwuje :) Ale... jeśli wleję olejek do wanny bardzo uprzyjemnia kąpiel, już nie jest tak męczący.


Samo działanie olejku oceniam bardzo pozytywnie!

Ciało - jest nawilżone, skóra gładka i miękka, sprężysta. Bardzo dobrze radzi sobie z suchymi łokciami czy kolanami.

Twarz - nie zapychał (używałam codziennie wieczorem przez 7 dni). Rano budziłam się z cudownie odżywioną i promienną twarzą. Skóra bardzo nawilżona bez oznak zmęczenia.

Kąpiel - wlewałam troszkę, po wyjściu z wanny nie musiałam już używać żadnych "nawilżaczy", relaks w wannie wystarczył, aby ciało dostało co trzeba.


Wielofunkcyjny olejek W&B bardzo zawładnął mną pod względem działania, jednak zapach hamuje mnie i nie pozwala dokonać zakupu, chyba, że tylko wlewając go do wanny, wtedy nie jest aż tak męczący.


Olejek kosztuje około 9 zł, jest godny uwagi, każdy lubi inne zapachy, więc na pewno znajdzie on swoich zwolenników :)


Lubicie serię kosmetyków W&B?
Macie swoich ulubieńców?

Buziaki :*

sobota, 28 marca 2015

Avon "Zmysłowa przyjemność" - Daffodil Petal i Honey Flower



Cześć!
Dawno nie było na blogu kolorówki,oj dawno! Zresztą więcej zużywam kosmetyków pielęgnacyjnych niż kolorowych :) Będzie o dwóch szminkach z Avonu, nie będę tego dzieliła na 2 osobne posty,bo bez sensu ;) Najpierw kupiłam Daffodil Petal, miałam co do niej pewne wrażenia, kupiłam wtedy Honey Flower i tylko się utwierdziłam w tym co czułam,ale o tym będzie dalej.


Avon Szminka "Zmysłowa przyjemność" - Daffodil Petal oraz Honey Flower



Od producenta:
Szminka o unikalnej, żelowej formule i soczystym kolorze. 9/10 kobiet pokochało uczucie nawilżenia i zmysłowej gładkości*. Zawiera filtr SPF 15.
  • wyjątkowo skutecznie nawilża usta
  • zapewnia soczysty, pełen blasku kolor
  • efekt od średnio do mocno kryjącego
Jak działa: Nawilżająca, lekka żelowa formuła bez dodatku wosków zapewnia nawilżenie i uczucie zmysłowej gładkości podczas aplikacji. Czyste pigmenty koloru zamknięte w nawilżającym żelu dają efekt soczystego, świeżego i pełnego blasku koloru. Ochrona SPF 15.
Jak stosować: Nałóż szminkę równomiernie na usta, zaczynając od środkowej części ust. Za pomocą chusteczki delikatnie usuń nadmiar szminki.
Jeśli masz bardzo suche, popękane usta, przed malowaniem wykonaj delikatny peeling ust miękką szczoteczką. Możesz także zacząć od wyznaczenia konturów ust konturówką w neutralnym kolorze, zanim nałożysz szminkę.
* na podstawie badania ocen konsumenckich #14-322 z udziałem 120 kobiet.

Do wyboru mamy 20 odcieni




Skład:



Opakowanie bardzo mi się podoba, eleganckie i proste, zatyczka klika, więc spokojnie możemy szminkę nosić w torebce i mamy pewność, że sama się nie otworzy (przynajmniej do tej pory mi się to nie zdarzyło). Waga 3 g. Dodatkowo szminka przychodzi do nas w kartoniku, gdzie zawarte są wszystkie informacje. 



Szminki charakteryzują się żelową formułą dzięki czemu gładko i bezproblemowo suną po ustach pozostawiając ładny kolor o kremowym wykończeniu, lekko błyszczące, jednak bez brokatu czy shimmera.



Kolor nie jest bardzo głęboki i mocno intensywny. Muszę przyznać, że żelowa formuła szminki optycznie powiększa usta. Kolor oczywiście trochę różni się od tego w katalogu, ale nie jest tak tragicznie jak to czasem bywa.

Trwałość nie jest szałowa, bez jedzenia i picia wytrzymuje około 1 max 2 godziny. Schodzi równomiernie. 



Daffodil Petal jest taka właśnie pomarańczowa, na jednym zdjęciu udało mi się trafnie uchwycić kolor.

Honey Flower to taki nudziaczek, myślałam, że będzie ciemniejszy spoglądając na kolor sztyftu.

Już 1 warstwa daje ładny efekt, jednak wolę posunąć po ustach drugi raz i wtedy jest o wiele lepiej.


Szminka "Zmysłowa przyjemność" nie wysusza ust ani nie podkreśla suchych skórek, dobrze nawilża, pozostawia gładkie usta, nie skleja ich.

Jedyne do czego muszę się przyczepić to smak. Niestety czuję gorycz jak przejadę językiem po ustach, jest to dość uciążliwe w moim przypadku, nie lubię takiego posmaku.

Cena regularna tej szminki to 30 zł, często są promocje i można ją kupić w cenie 12-16 zł. Ja się chyba na kolejny kolor nie skuszę ze względu na smak.


Macie tą szminkę? Też odczuwacie gorycz?

Buziaki :*


P.S.
Znalazłam dla siebie idealną fryzurę :D 13 kwietnia mam fryzjera i oby sprostał zadaniu :)

czwartek, 26 marca 2015

Yankee Candle - Lilac Blossoms



Cześć!
Wczoraj było piękne słońce, dzisiaj deszcz... Tą mieszankę pogodową umila mi cudowny wosk Yankee Candle mający w sobie nuty bzu i lawendy. I co ja powiem na takie połączenie?


Yankee Candle - Lilac Blossoms





Wosk z kwiatowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalne aromaty: bez, lawenda.

O zapachu
Bez kwitnie w maju i swoim uwodzącym zapachem zapowiada rychłe nadejście upałów. Lawenda to natomiast aromat najmocniej kojarzący z sierpniem. A raczej – z sierpniowymi wczasami spędzanymi w samym sercu Prowansji. Obie nuty – zebrane w spójnym, uroczym wosku Lilac Blossom – tworzą pomost spinający letnie słońce, powiew ciepłego wiatru i wakacyjne, spędzane na wolnym powietrzu wieczory. Mieszanka bzu i lawendy hipnotyzuje i zachwyca w spójnej całości – łączącej to, co wydawało się być niemożliwe do połączenia.



W sumie mówiąc jest to mój pierwszy wosk, wcześniej miałam styczność tylko z samplerami YC. 

Jak moje wrażenia?
Uwielbiam zapach bzu, w tym wosku jest z domieszką lawendy, której nie znoszę, na szczęście w ogóle jej nie czuję! Za co duży plus. Wczoraj ułamała mi się 1/3, więc odpaliłam i latałam po podwórku, okna otwarte, a zapach i tak był bardzo intensywny, wyczuwalny od południa do wieczora!
Dzisiaj odpaliłam mały kawałek, ale po paru minutach musiałam zgasić! Dosłownie parę chwil, a zapach unosił się w całym pokoju. Po wygaszeniu tego małego kawałka czuję bez już chyba 3 godzinę, aromat dopiero słabnie.


Lilac Blossoms jest bardzo intensywnym zapachem, może dusić, na szczęście nie wywołał u mnie bólu głowy ani nudności przez swoją siłę :) 

Przyznam szczerze, że gdybym przeglądała opis wosku w sklepie to bym go nie kupiła, unikam lawendy jak tylko mogę. Cieszę się, że kupiłam go w ciemno, wiem, że na długo mi wystarczy. Przywołuje piękną wiosnę, kiedy już kwitnie bez i póki nie mam go na podwórku - mam w domu dzięki temu woskowi.


Wosk można zakupić w sklepie Goodies.pl, dokładnie tu klik.


Lubicie bez i lawendę?
Mieliście już ten wosk?
Podobają Wam się kwiatowe nuty?

Buziaki :*

wtorek, 24 marca 2015

Wellness&Beauty Lotion do rąk z mleczkiem migdałowym i ekstraktem z bambusu

Witajcie!
Wiem, że mnie mniej, ale jeszcze nie odebrałam zdjęć zgranych z laptopa, ale znalazły się jeszcze inne fotki na karcie pamięci aparatu, więc nic straconego ;)


Wellness&Beauty Lotion do rąk z mleczkiem migdałowym i ekstraktem z bambusu



Od producenta: Poczuj się niezwykle lekko - dzięki specjalnej mieszance łagodnego mleczka migdałowego i wartościowego ekstraktu z bambusa. Delikatny lotion szczególnie łatwo się wchłania, długotrwale pielęgnuje skórę rąk i zapewnia jej wystarczającą ilość wilgoci. Skóra staje się wyczuwalnie miękka i gładka.


SKŁAD



Nie jestem jakoś specjalnie maniaczką smarowania dłoni kremami. Zapominam - przyznaję! Poza tym odstrasza mnie zwykle jakaś lepkość na dłoni czy długie wchłanianie. Ale ten lotion jest inny.

Po pierwsze przyjemne w używaniu opakowanie. Pompka jest tu trafionym pomysłem, nie zacięła mi się ani razu jak również nie zapchała, używam lotionu już 3 miesiąc, a zużycie nie sięgnęło nawet połowy! Jedno "wyciśnięcie" wystarczy na dłonie, czasem daję nawet dwie pompki. Czasem pompka lubi porządnie "wypluć" lotion ;) Pojemność jego to 250 ml.


Konsystencja lotionu jest lekka i nieco wodnista, z łatwością się rozprowadza na dłoniach. 
Zapach jest cudowny! Słodki, migdałowy, utrzymuje się na dłoniach, aż chce się je ciągle wąchać. Do tej pory mi się nie znudził.


Lotion do rąk jest bardzo przyjemnym kosmetykiem, z którym bardzo się polubiłam. Ale nie tylko ja, mężowi też się spodobała lekka konsystencja. Poza tym jemu często wysuszają się dłonie, a ta emulsja świetnie sprawdziła się w nawilżaniu i gojeniu lekkich ran. Bardzo szybko koi wysuszone dłonie, po używaniu środków do czyszczenia mam "spięte" ręce, a lotion daje im szybkie ukojenie. Muszę zaznaczyć, że błyskawicznie się wchłania! Smarujemy dłonie, mija parę sekund i nic na dłoniach nie czuć - nie ma lepkości ani tłuste warstwy - można od razu siadać np. do komputera i klikać. Dłonie po użyciu są miłe w dotyku i miękkie, dobrze nawilżone. Jednak muszę zaznaczyć, że przez swoją wodnistą konsystencję na mroźne dni raczej się nie nada.


Lotion spokojnie można używać kilka razy w ciągu dnia i ja tak robię jak sobie przypomnę, albo zatęsknię za pięknym zapachem. 

Wydajność jest ogromna, nawet jeśli używa go cała rodzina, 1 pompka = 1 aplikacja, więc te 250 ml starczy nam na naprawdę długi czas. 

Dostępny w Rossmannie w cenie około 12 zł. 



Kto już go używał?
Lubicie lekkie kremy czy jednak treściwe?
Co możecie polecić dla dłoni?

Buziaki :*

niedziela, 22 marca 2015

Czas na zmiany ;)

Cześć!
Jak zauważyliście, prawie mnie tu nie było od poniedziałku. Wszystko przez to, że najpierw byłam zabiegana, a potem padł mi laptop, grał i nagle się wyłączył, włączyć już się nie dało :( zawiozłam do gościa z prośbą o zgranie zdjęć i wyczyszczenie "staruszka", 60 zł mnie pociągnie... ale odzyskam fotki te na bloga i przede wszystkim dzieci, bo jest tam prawie 7 lat upamiętnione :) Szkoda by było to stracić! A myślę, że matrycę sprzedam na allegro, bo w końcu w lipcu czy sierpniu była zakładana nowa. Trzeba było kupić nowy sprzęt, wybór padł na HP 255 G2, plus tablet dla dzieci Kiano Elegance 7 by Zanetti, a że była kłótnia o niego, 2 dni później babcia kupiła drugi i teraz jest spokój :)

Zamierzam zmienić fryzurę, mam dosyć już długich włosów! Pokażę Wam foto z FB, które wrzuciłam, aby pokazać jaką zmianę chcę przeprowadzić.


Pod tym foto otrzymałam również informację, że jak chcę ściąć włosy to mogę je oddać na peruki dla dzieci po chemii. Poprosiłam o więcej info i dostałam namiar na Fundację Przyjaźni WeGirls. Włosy ścięte muszą mieć przynajmniej 25 cm długości, zmierzyłam swoje i spokojnie wyjdzie 30 cm :) 
Jeśli tak jak ja zamierzasz ściąć włosy i przekazać je na peruki dla dzieci w Geście Przyjaźni, zajrzyj tu i przeczytaj jak to zrobić - kliknij

Jednak fryzura już mi się znudziła i naszło mnie na całkiem krótkie włosy, czyli coś w tych stylach:

 

Wiem, że wiąże się to z układaniem codziennie, ale czemu nie? W końcu i włosy by trochę odpoczęły ;)

Na koniec - chcę zrobić tatuaż. Już mam wybrany. Od zawsze chciałam mieć ozdobę na ciele, a nigdy jakoś nie było okazji albo funduszy. Teraz mam szansę zrobić go jeszcze przed świętami, muszę tylko zadzwonić i pogadać ze znajomym kiedy mu pasuje się spotkać. Oto co sobie wybrałam, miejsce będzie takie samo:


Myślę też nad małą zmianą wyglądu bloga, ale nad tym trzeba już bardziej popracować. 

U Was też szykują się jakieś zmiany w związku z wiosną?

Miłej niedzieli Wam życzę!
Buziaki :*

poniedziałek, 16 marca 2015

ReachBlogger - Platforma współpracy z blogerami



Cześć!
Postanowiłam napisać Wam o ciekawej stronie, do której sama już jakiś czas temu dołączyłam i jestem bardzo zadowolona, ale po kolei.


Jak już podaje tytuł wpisu ReachBlogger to platforma współpracy z blogerami. 
Reachblogger umożliwia oferowanie bardzo efektywnego i unikalnego produktu jakim jest “wpis inspirowany”. Klient inspiruje Blogera do napisania wpisu, a Bloger sam produkuje treść na swojego bloga.

Wystarczy się zarejestrować na stronie, zaznaczyć czy jest się blogerem/klientem/blogerem i klientem, a następnie zareklamować swój blog, pisząc jaka jest tematyka bloga, o czym możecie napisać oraz podać stawkę. Z katalogu blogów Klienci kupują na zasadach opisanych przez Blogerów. Z katalogu zleceń korzystają Blogerzy, którzy zgłaszają chęć realizacji na zasadach Klienta. Jeśli klient zaakceptuje nasze warunki rozpoczyna się współpraca. 

Do wyboru – współpraca za pieniądze lub w barterze. Niezależnie czy masz działalność gospodarczą czy nie, Reachblogger umożliwia działanie z firmami. 




Wypłata możliwa jest od kwoty 50 zł, można wybrać formę płatności - faktura Vat lub umowa o dzieło. Pieniądze mogą zostać przelane na podane w danych finansowych konto bankowe lub paypal. Serwis pobiera również prowizję.




Jak widzicie na blogu były już 3 wpisy inspirowane, a najbardziej spodobał Wam się o brafittingu (klik).

Wybrałam umowę o dzieło, bardzo szybko otrzymałam na maila dokumenty - umowę oraz rachunek, wydrukowałam, podpisałam i odesłałam. W ciągu tygodnia od otrzymania przez ReachBlogger dokumentów, środki są wypłacane na moje konto. Od kwoty wypłaty pobierana jest również zaliczka podatku dochodowego, więc jak ja wypłacałam 60 zł, na konto otrzymałam 49 zł. W przyszłym roku trzeba będzie się z tej kwoty rozliczać.

Podsumowując - bardzo polubiłam tą platformę, mam możliwość dyktowania swoich warunków i albo zostaną one zaakceptowane albo nie. Wszystkie oferty są w jednym miejscu i wybieram tylko te, które mnie interesują. Dzięki takim wpisom inspirowanym mogę też szlifować swój język pisany. Komunikacja przebiega szybko i sprawnie w formie czatu, co mi się bardzo podoba, bo mogę on-line rozwiać swoje wątpliwości lub o coś spytać. Fajne jest to, że nie musimy się nad niczym głowić czy zastanawiać zostawieni sami sobie, tu odczuwamy, że po drugiej stronie są ludzie gotowi w każdej chwili nam pomóc.


Co sądzicie o ReachBlogger? 
Macie tam swojego bloga? 
Mieliście już pierwsze zlecenia?

Buziaki :*

piątek, 13 marca 2015

BioBeauty Organix Cosmetix Organiczny nawilżający krem na dzień


Cześć!
I znowu mamy piątek 13! Kolejny jak dobrze pamiętam, będzie dopiero jesienią.

Do wpisu na temat tego kremu podchodzę już chyba 3 raz, co zaczynałam pisać to miałam inną wizję albo się skupić nie mogłam. Teraz zasiadłam i mam zamiar dokończyć pisanie :) Tym bardziej, że krem mam już tylko na 2 użycia. Wiem, zdjęcia jeszcze na choince, ale tak mi to jakoś pasowało i myślę,że fajnie wyszło :)


Organix Cosmetix Organiczny nawilżający krem na dzień


Aktywny krem na dzień pielęgnuje i nawilża skórę twarzy. Odżywia i chroni ją przez całą dobę, ma właściwości odmładzające. Zawiera ekstrakty ze szwajcarskich roślin (Edelweiss, Artemisia i Szanta) wspierające naturalne zdrowie i równowagę skóry. Lecznicze rośliny zawarte w kremie zwalniają proces starzenia się skóry, zapobiegają powstawaniu zmarszczek głębokich oraz poprawiają elastyczność i witalność skóry. Chronią przed procesem stresu oksydacyjnego i reakcjami wywołanymi przez promieniowanie UV. Dodatkowo działają kojąco na podrażnioną skórę.


SKŁAD:


98.89% wszystkich składników jest pochodzenia naturalnego.

78.46% wszystkich składników pochodzi z upraw ekologicznych.


Krem nawilżający zawiera :


-witaminę E,                     - w 100% naturalny zapach

-olej jojoba,                       - bez parabenów
-oliwę z oliwek,                 - bez glikolu
-skwalen,                           - bez Phenoxyethanolu
-masło Shea                      - bez PEG i SLS
-aloes                                 - fizjologiczne pH
                                          - hypoalergiczny




CERTYFIKATY:


ECOCERTTa certyfikacja dzieli preparaty na dwie grupy:
kosmetyki ekologiczne – min. 95% surowców musi być naturalnych lub pochodzenia naturalnego, min. 5% surowców i min 50% substancji roślinnych musi być certyfikowana jako organiczne.
kosmetyki ekologiczne i organiczne – min. 95% surowców musi być naturalnych lub pochodzenia naturalnego, min. 10% surowców i min 95% substancji roślinnych musi być certyfikowana jako organiczne.
Dla obu grup kosmetyków inne kryteria wyglądają tak samo.
Kosmetyki te nie mogą zawierać sztucznych zapachów, sztucznych barwników, nie mogą być testowane na zwierzętach ani zawierać surowców od martwych zwierząt, surowce nie mogą pochodzić od roślin czy zwierząt modyfikowanych genetycznie, nie mogą zawierać pochodnych ropy naftowej, sztucznych tłuszczy, olejów, silikonów, parabenów, emulgatorów PEG.

NIE TESTOWANY NA ZWIERZĘTACH - certyfikat ten wymaga:



  • od fazy projektowej poprzez produkcję, aż do gotowego produktu nie będą wykonywane żadne testy na zwierzętach
  • nie będą stosowne żadne surowce, które zostały po raz pierwszy przetesowane na zwierzętach po 01.01.1979
  • zastosowanie nie znajdą surowce, których zdobycie wiązało się z męczeniem zwierząt lub ich uśmierceniem (np. olej z norki, olej z kaszalota, olej z żółwia). Wyjętek stanowią substancje pochodzące od Žywych zwierząt: wosk pszczeli, miód, mleko, lanolina
  • zakaz współpracy z firmami, które przeprowadzają testy na zwierzętach lub zamawiają w innych laboratoriach.



  • VEGAN SOCIETYKosmetyki z tym znakiem nie posiadają w swoim składzie produktów pochodzenia zwierzęcego. Zarówno składniki jak i sam produkt nie są testowane na zwierzętach.
    Jeśli jesteś wegetarianem, lactowegetarianem, bądź weganem i zależy Ci, by nie używać produktów pochodzenia zwierzęcego, to kosmetyki z takim znakiem są właśnie dla Ciebie.



    Wstęp trochę długi, ale myślę, że warto było o tym wszystkim wspomnieć ;)

    Przypomnę, że moja skóra jest raczej normalna, ze skłonnością do przesuszeń jak i zaczerwienionych policzków. Nie mam żadnych wyprysków, podrażnienia nie występują, jednak ukazują się pierwsze oznaki starzenia skóry. Zwykle ciężko mojej twarzy zaszkodzić ;)

    Na początku krem muszę pochwalić za opakowanie. Nie dość, że zapakowane w kartonik, to jeszcze słoiczek szklany zabezpieczony sreberkiem. Przy okazji dodane wieczko i szpatułka do nabierania kremu, która jest świetnym dodatkiem, ponieważ mam długie paznokcie i nie lubię jak władam palce do słoiczka, a część kremu wchodzi mi pod paznokcie :/ Tutaj, dzięki szpatułce, krem wędruje ze słoiczka na twarz i nigdzie nie ucieka. Wieczko zawsze nakładam pod nakrętkę. Kolorystyka opakowania nawiązuje do natury.


    Konsystencja treściwa dzięki czemu świetnie też nadaje się jako krem na noc. Wchłania się do matu, twarz nie błyszczy, choć zdarzało mi się na początku przesadzić z ilością kremu i miał problem z całkowitym wchłonięciem. 

    Zapach jak zdążyłam zauważyć z niektórych opinii, nie podobał się. Nie wiem czemu - owszem jest taki specyficzny, jakby zalatywał słodkością, ale delikatny i zaraz się ulatnia, mi się podoba, nie przyprawia o ból głowy ;)


    Krem jest bardzo wydajny! Stosowany tylko na dzień wystarczył by akurat na te 6 miesięcy przydatności od dnia otwarcia. Ja używałam go też na noc, więc zużyłam w ciągu 3 miesięcy.

    Według mnie krem ten nie ma chyba żadnych wad. Choć część osób na pewno nie lubi słoiczków, ja też do tych osób należę, ale szpatułka niweluje akurat ten problem.



    Tak sobie myślę, że to chyba najlepszy krem jaki do tej pory używałam do twarzy. Wspomniałam już wcześniej, że konsystencja jest ciężka, ale świetnie się wchłania pozostawiając skórę matową. Świetnie sprawdził się pod podkład w płynie. Pod sam puder prasowany, zaraz po aplikacji, miał świetną przyczepność, nałożony puder spokojnie utrzymywał się kilka godzin jakie bywałam poza domem. 
    Muszę też wspomnieć o redukcji zaczerwienień na policzkach, podobny efekt miałam po zastosowaniu wody różanej
    Krem bardzo dobrze nawilża skórę, po kilku użyciach już czułam dużą zmianę w elastyczności, kolejno dochodziło też poprawienie kolorytu, twarz była bardziej promienna, po prostu zadowolona, ja też ;)
    Używałam go zimą, więc i trochę chronił twarz przed mrozami (zima słaba, ale czasami mróz był :D ). Nie wiem jak sprawdziłby się latem, ale pewnie kiedyś się przekonam.
    Krem nie pozostawia żadnej lepkiej warstwy na skórze, nie zapychał i nie powodował żadnych dodatkowych wysypów. 
    Pod koniec opakowania dołączyło do niego serum Norel, to dopiero energia :D
    Co do zmarszczek, fakt nowe się nie pojawiły, a wgłębienia wokół ust troszkę się spłyciły, może nie rzuca się to od razu w oczy, ale jak się człowiek przyjrzy to widać różnicę. Żałuję, że nie zrobiłam zdjęcia przed to bym wrzuciła porównanie.



    Krem ten zakupiłam sobie za wygrany bon 50 zł u Roksi, do wykorzystania w sklepie Lovebio, mój wybór padł właśnie na ten krem i nie żałuję, wiem, że kupię go na pewno ponownie.
    Jego cena w tym sklepie to 44 zł za 50 ml - uważam, że jest odpowiednia zarówno do wydajności jak i działania. 
    W internecie cena tego kremu na różnych stronach dochodzi do 60 zł. 

    Ktoś z Was miał ten krem lub inne kosmetyki Organix Cosmetix? Bo ja mam chęć na kilka ich kosmetyków, m.in. serum pod oczy czy do twarzy, tonik lub peeling solny.

    Buziaki :*

    środa, 11 marca 2015

    Jardins de provence Żel pod prysznic vanilla & argan


    Cześć!
    Zapomniałam się Wam wczoraj pochwalić, że mąż sprostał zadaniu na dzień kobiet - dostałam różę i jeszcze mam się do fryzjera umówić :D

    Dziś już ostatni kosmetyk Jardins de provence, będzie o żelu pod prysznic.


    Jardins de provence Żel pod prysznic vanilla & argan



    SKŁAD:



    Od żelu w sumie oczekuję dobrego oczyszczania i ładnego zapachu. Od nawilżania mam balsamy itp.

    Żel pod prysznic zamknięty w butelce o pojemności 300 ml, z metalową nakrętką i trochę nieporęcznym otworem, potrafi przez niego wyląc się za dużo żelu. Jest bezbarwny. Ładnie pachnie wanilią i arganem, słodko i nie dusząco.


    Zapach niestety szybko się ulatnia, tylko po peelingu długo utrzymywał się na ciele. 

    Żel słabo się pieni, jest mało wydajny. Jednak na plus działa ładny zapach oraz bardzo dobre oczyszczanie. Nawilżania nie odczułam, ale również wysuszenia nie odnotowałam. Żadnego uczulenia itp. Sprawdził się bardzo dobrze w swojej roli, kupiłabym go ponownie, jednak w mojej Biedronce już nie ma kosmetyków Jardins de provence :/


    Żel jak żel można powiedzieć, ale używanie jego było przyjemnością :)

    Miał ktoś z Was ten żel lub inne kosmetyki Jardins de provence?

    Buziaki :*