czwartek, 29 października 2015

Sztućce dla dzieci

Cześć!
Dzisiaj będzie o dzieciach, a raczej o sztućcach dla dzieci. Jednak nie dla tych najmłodszych, a troszkę większych, takich powyżej 2 r ż. 
Moje dziewczyny niemal od początku jedzą samodzielnie, możliwość posługiwania się łyżeczką dostały już przed roczkiem, ile przy tym bałaganu to wie każda mama, której maluch uczy się sam jeść :)

Miluś ma już 4,5 roku, więc wiadome, że używa już nie plastikowych sztućcy, a ze stali nierdzewnej.


Czym się powinny charakteryzować takie sztućce?
Sztućce dla dzieci najlepiej żeby były krótsze od standardowych i wykończone wyprofilowanymi uchwytami. Równie ważne jest odpowiednie wyważenie – waga uchwytu oraz ostrzy powinna być podobna, a sztućce ułożone w palcach nie mogą przechylać się w jedną lub drugą stronę. Dobre wyważenie ma szczególne znaczenie dla wygodnego posługiwania się nożem. 


Sztućce również powinny przykuwać wzrok dziecka barwami i ciekawymi motywami. Żywe kolory, wizerunki bohaterów bajek, zwierzaków lub zabawek umieszczone na rączkach zachęcą go do nauki jedzenia. Przy wyborze motywu warto zwrócić uwagę na jego trwałość i sposób pielęgnacji – dekoracje nie mogą schodzić, a kolor blaknąć pod wpływem mycia, np. w zmywarce. 


Nasze sztućce, a raczej Milenki pochodzą ze sklepu ostry-sklep.pl. Jak tylko dostały się w jej ręce, od razu zwróciła uwagę na kolorowe uśmieszki widniejące na każdym ze sztućcy. Natychmiast chciała spróbować obiad przy ich pomocy. Skoro chciała to musiałam się zgodzić :)



Zestaw składa się z widelca, noża, łyżki i łyżeczki deserowej, wykonany ze stali nierdzewnej. Jak na razie Milenka nie chce jeść niczym innym tylko swoim kompletem, który nadaje się do każdego dania. Buźki póki co się nie starły i z tego co widzę, długo nie ulegną żadnemu zniszczeniu. Sztućce nie są ciężkie, są wygodne do trzymania w małej rączce dziecka.


Teraz najlepsze jest to, że i Hania by chciały taki komplecik dla siebie :)

Nasze sztućce dostępne są na stronie sklepu tutaj -> klik.

Szkoda, że ten komplecik nie sprawił większego apetytu u Milenki :)

Buziaki :*

środa, 28 października 2015

Yankee Candle - Under the palms

Cześć!
Wpadam dzisiaj do Was i zabieram na relaks pod palmami :)


Yankee Candle - Under the palms


Wosk z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalne aromaty: trawa morska, liście palmowe, kokos.


Miło tak jesienią przenieść się na plażę i poleżeć w cieniu palm, powinno być rześko, świeżo i przyjemnie.

Under the palms pachnie dwojako - otóż w folii, przed rozpaleniem tealighta jest taki trawowo-kokosowy, gdzie bardziej czuję trawę i zapach liści, dopiero poem wysuwa się kokos. Natomiast po roztopieniu wosku czuję tylko i wyłącznie kokos, pierwsze skojarzenie to wiórki kokosowe i faktycznie tak pachnie.


Wosk podzieliłam na 3 palenia - intensywność jest średnia, nie dusi i głowa nas nie rozboli. Jest bardziej otulająco słodką wonią kokosa niż żeśko. Niestety zapach szybko się ulatnia jak tylko tealight zgaśnie.


Według mnie Under the palms najbardziej nadaje się na porę wiosenno-letnią.
Miałam nadzieję przenieść się na plażę, a poczułam się otoczona kokosami.

Ten wosk możecie zakupić na stronie sklepu Goodies.pl, klikając w link -> tutaj.

Znacie? Lubicie?

Buziaki :*

poniedziałek, 26 października 2015

Joko Cosmetics - Pressed Blusher Róż prasowany J6

Cześć!
Rozpoczynamy kolejny tydzień, a co za tym idzie, pora na nowy post :) Tym razem wybór padł na róż prasowany od firmy Joko. 


Joko Cosmetics - Róż prasowany J6


Prasowany róż o kremowej konsystencji pozwala na naturalne wykończenie makijażu i zapewnia świeży wygląd. Umożliwia podkreślenie kości policzkowych oraz optyczne wymodelowanie kształtu twarzy.
Bezparabenowa formuła sprawia, że róż jest odpowiedni, nawet dla wrażliwej skóry.
Mika i jedwabiste cząsteczki pudru, zawarte w różu, odbijają i rozpraszają światło, dzięki czemu produkt ukrywa niedoskonałości skóry, dając satynowe wykończenie makijażu.


SKŁAD:



Szczerze powiedziawszy jest to mój pierwszy róż do policzków jaki używam, mogę śmiało stwierdzić, że chyba to mój ulubieniec i żadnym innym różem go nie zastąpię! 

Odcień jaki ja mam to J6 - koralowy róż

W tej kolekcji dostępnych jest 6 odcieni:
- morelowy (J1), 
- pudrowy róż (J2),
- jasna fuksja (J3), 
- róż indyjski (J3), 
- miedziany (J5), 
- koralowy róż (J6).


Na opakowaniu widnieje informacja żeby zużyć w ciągu 24 miesięcy od otwarcia, to czemu ja głupia wrzuciłam go już do denka, jak 2 lata minie w czerwcu? Dobrze, że go jeszcze nie wyrzuciłam do śmieci, bo dziewczyny chciały nim lalki umalować :D


Róż prasowany Joko zamknięto w czarnym, plastikowym eleganckim pudełku. Jest wygodnie i ładnie, zamknięcie klika, więc mamy pewność, że nie otworzy nam się samo w czasie noszenia w torebce, nawet jak spadnie na podłogę to się nie otworzy, ale róż może popękać w zależności od podłoża na jakie spadnie (wiem, sprawdziłam to niestety).
Jenak przydałoby się wewnątrz jakieś lustereczko ;)
Na początku pachniał delikatnie kokosowo, teraz zapach już całkowicie się ulotniłt i nie czuć nic.
Producent zapewnia o małej ilości drobinek, ja ich nie widzę i według mnie jest matowy.


Jestem blada na twarzy, skórę mam normalną w stronę suchej, a ten odcień różu idealnie zgrał się z moją twarzą. Używa się go bardzo przyjemnie, aplikacja bezproblemowa, róż nie prószy się, nie osypuje, nie robi plam, łatwo go rozetrzeć i dobrze współgra z podkładem. 
Jest typowo matowy, trwały, nie znika z twarzy w ciągu dnia i nie zmienia koloru z upływem czasu.
Kolor głęboki, ale "nie krzyczy" , jest ciepły. nie wygląda sztucznie.
Róż jest bardzo dobrze napigmentowany, dzięki czemu jedno-dwa muśnięcia i wykończenie gotowe.
Produkt mnie nie uczulił ani nie zapchał skóry.


Więcej zdjęć z udziałem różu jest tutaj -> klik



Używacie róży do policzków?
Jaki jest Wasz ulubiony?

Buziaki :*

sobota, 24 października 2015

Everyday me - Vizir Go Pods

Cześć!
Dzisiaj będzie taki luźniejszy post, weekend jest to nie będziemy się przemęczać ;)
Jakiś czas temu przyszła do mnie paczka Grona Ambasadorów - dostałam się do testowania kapsułek do prania Vizir Go Pods. 



Testuję 1 z 3 wersji zapachowych - moje to Alpine Fresh, które są stworzone dla tych, którzy pragną klasycznej czystości tkanin, 100% bieli Vizira, nadania tkaninom blasku i utrzymania żywych kolorów ulubionych ubrań.
Pozostałe wersje to:
- Touch of Lenor Freshness - najlepszy wybór, jeśli zależy nam nie tylko na doskonałej czystości i blasku tkanin,ale również na świeżym zapachu;
- Sensitive Clothes - najlepszekapsułki do prania dla osób o wrażliwej skórze. Zapewnią delikatność ubrań i komfort ich noszenia, a przy ym idealną czystość.


Do właśnego użytku dostałam 1 opakowanie kapsułek do prania Vizir Alpine Fresh ( 17 sztuk). do przekazania innym 25 pojedynczych opakowań z kapsułką Vizir Alpine Fresh oraz 25 ulotek Vizir.



Kapsułki do prania Vizir: 
• Zapewniają doskonałe efekty i 100% bieli Vizira w przypadku białych tkanin lub długotrwałą ochronę kolorów w przypadku tkanin kolorowych. 
• Stanowią najwygodniejsze rozwiązanie, które umożliwia pranie, usuwanie plam i nadawanie tkaninom blasku – a wszystko to w jednym produkcie. 
• Są łatwe w użyciu – nie trzeba myśleć o dozowaniu, ryzyku rozlania lub użycia zbyt dużej ilości detergentu, dzięki formie kapsułki z odmierzoną ilością środka piorącego. 
• Nadają się do tkanin białych i kolorowych, a jedna kapsułka wypierze 5 kg ubrań. 
• Kapsułki do prania Vizir GO Pods są dostępne w 3 wariantach: Alpine Fresh, Sensitive Clothes i Touch of Lenor Freshness. 
• Wielkość opakowania (ilość kapsułek) dla poszczególnych wariantów: 15, 32 lub 38 kapsułek Alpine Fresh, 15, 32 lub 38 kapsułek Sensitive Clothes oraz 17, 34 lub 42 kapsułki Touch of Lenor Freshness



Wszystko ładnie i pięknie, ale jak to jest w praktyce?

"Vizir GO Pods: 100% bieli Vizira w jednym prostym praniu"


Kapsułki już przeszły z 10 prań - kolorowe, białe, robocze... Jak wypadły?
Wspomnę, że kapsułek nigdy do prania nie używałam, zawsze tylko proszek do prania, w zależności od promocji albo rzadko płyny do prania. 
Przyznam szczerze, bo słodzić nie zamierzam, a opinia ma być szczera - kapsułki nieco mnie zawiodły, a dlaczego? A to dlatego, że tak do końca nie dopierają ubrań. Dokładniej wyjaśnię to tak, biel faktycznie dobrze wygląda, tak jakby prać w proszku Vizir, robocze i kolorowe też wyprane i pachnące, ale jest jedno "ale"...


Nie wypiorą wszystkiego! 
Wyjaśnie to na 2 przykładach jakie nam się aktualnie przytrafiły, a gdzie proszek zawsze dawał radę:
- jednej nocy, Hania zwymiotowała, na świeżo wszystko zdjęłam, wypłukałam z grubsza i wrzuciłam z kapsułką do pralki, niestety jak wyjęłam wypraną pościel, plama została, potrzebowałam drugiego prania aby wyprać dokładniej, a więc zużyłam 2 kapsułki
- dziewczyny często w domu malują farbami - plakatowymi i akwarelami - zwykły proszek wypiera farby zawsze, niestety bluza wyjęta z prania z kapsułką jak się domyślacie, została niemal w stanie nienaruszonym względem farb...


Kolejny kłopot z jakim się borykam, a raczej problem rozwiązałam. Mam pralkę otwieraną z przodu, w instrukcji kapsułek pisze, aby wrzucić je do pralki dopiero potem ubranie, niestety jak tak robiłam kapsułka po chwili prania lądowała w połowie rozpuszczona między szybą drzwiczek a gumą, musiałam wyłączać pralkę i przerzucać kapsułkę :P Jedynie co działa - kapsułkę muszę wrzucić między ubrania...
Ktoś z testujących też się z tym boryka?


Kochani jak Wasze testowanie kapsułek?
Jesteście zadowoleni?
Wolicie kapsułki / proszek / płyn?

Buziaki :*

czwartek, 22 października 2015

Różowo mi!

Cześć!
Mamy jesień, piękną złotą jesień-przynajmniej dzisiaj słonko dopisuje, a mi się humor polepszył, bo zdrówko wraca i Miluś ma się coraz lepiej.
Z tej okazji postanowiłam zrobić makijaż z różem na oczach. Jestem bardzo ciekawa Waszego zdania, bo to drugi makijaż na tym blogu w moim wykonaniu :)



Mistrzyni drugiego planu też się załapała na foto :)








Kosmetyki jakie użyłam:


Twarz:
- Podkład FM second skin - odcień porcelain
- Puder prasowany Avon - odcień fair
- Róż prasowany Joko - odcień J6 (wiem,już zdenkowany,ale musiałam zaryzykować :P) pora kupić kolejny
- Pędzel do różu Avon

Oczy:
- Zestaw do stylizacji brwi Avon
- Tusz do rzęs Wibo
- Cienie do oczu Qianyu - 06 - brokatowe
- Korektor rozświetlający Joko - J110

Usta:
- Pomadka do ust Avon Ultra beauty - pink peach
- Błyszczyk do ust Butterfly - 06



Co powiecie o tym makijażu?
Podoba się, a może nie?

Buziaki :*

środa, 21 października 2015

Yankee Candle - Madagascan Orchid

Cześć!
Przyszła środa, a więc pora na wpis z cyklu "pachnące środy". Wiem, że tydzień temu wpisu nie było, ale przynaję całkowicie mi to wypadło z głowy!


Yankee Candle - Madagascan Orchid


Wosk z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Intensywny i intrygujący aromat białej orchidei z Madagaskaru, która kwitnie tylko przez jeden dzień.


Nie wiedziałam na jaki wosk się dzisiaj zdecydować, więc padło na ten, który wybrały dzieci.

Madagascan Orchid jest zapachem kwiatowym, ale dość specyficznym. Nie umiem określić do czego jest podobny, nie wąchałam nigdy orchidei. Owszem jest kwiatowy, faktycznie rześki, ale i mający w sobie trochę cierpkości połączonej ze słodyczą. Nie jest lekkim zapachem, ale za to idealnie pasuje na jesienne i zimowe wieczory w otoczeniu książki i ciepłego kakao :)



Tartę jak zwykle podzieliłam sobie na 4 palenia i pomimo zatkanego nosa, bardzo szybko wyczułam unoszący się zapach w pokoju. Tak więc intensywność bardzo mi odpowiada, podejrzewam, że mąż to już by mnie gonił z tym woskiem, bo on lubi jednak delikatniejsze zapachy. Madagascan Orchid jest jeszcze wyczuwalna trochę czasu po zgaszeniu tealighta.


Zapach na tyle do mnie przemawia, że zaczynam coraz bardziej lubić kwiatowe nuty.

Wosk ten możecie zakupić w sklepie Goodies.pl, tu -> klik


Co sądzicie o tym zapachu?
Mieliście?
Też macie problem z określeniem jego nut?

Buziaki :*

wtorek, 20 października 2015

Remont, akcja, światło!


Witajcie!
Jak wiecie robimy pokój dla dziewczynek. Trwa to już o wiele za długo, bo mężu ma słabe natchnienie. Mam jednak nadzieję, że już do niedzieli zakończy to malowanie, bo w sumie zostało pomalować sufit, ściany na 2 kolory oraz podłogę. 
Zaczynamy kompletować wyposażenie do pokoju. Póki co mamy dywan, biurka i komplecik mebli na oku. 
Zastanawiamy się na oświetleniem w pokoju. U siebie w pokoju mamy oświetlenie ledowe w żyrandolu i nad takim samym myślimy aby zamieścić u dzieci.
Teraz kolejna kwestia - czy ma to być oświetlenie typowe do pokoju dziecięcego czy jakieś neutralne? Na pewno będzie lampa sufitowa i kinkiet przy łóżku Mileny, bo ona lubi w nocy wstawać na siku ;) Rodzajów oświetlenia pokoju jest od groma i jak tu się na coś zdecydować skoro jest tyle pięknych ozdób? Tylko za kieszeń się trzymać :)
Dla ułatwienia - kolory ścian będą w pastelach - róż i błękit - róż chce Hania, błękit Milena, więc trzeba było pokój podzielić. Dokładne nazwy kolorów to różana altanka i wiosenny deszczyk od Śnieżka Barwy Natury. 

Lampka na biurko Hani na pewno będzie różowa,bo taką już dostała w prezencie urodzinowym, podobna do tej ze zdjęcia, tylko oczywiście róż:



Milena oczywiście widzi wszystko na niebiesko, jej spodobała się ta lampka na biurko:



Na sufit widzi nam się kilka opcji, jednak najbardziej pasuje nam coś w tym stylu, na 2 albo 3 żarówki



Wtedy do wyboru mamy kinkiet różowy albo niebieski, podejrzewam, że wygrał by niebieski ze względu na to, że będzie wisiał na ścianie Mileny :)




Co myślicie o takim oświetleniu w pokoju dziecięcym?
Preferujecie typowo dziecięce czy klasyczne?

Ja bym z chęcią zrobiła dziecięce oświetlenie z racji tego, że to pokój dziewczynek będzie, ale jak to wyjdzie w "praniu" to się okaże. Na pewno pokażę Wam efekt końcowy :)

niedziela, 18 października 2015

Tort truskawkowo-budyniowy na 8 urodziny Hani

Cześć!
Już tydzień po Hani urodzinach, a ja dopiero wrzucam przepis na jej tort. Chciała tort z masą truskawkową i budyniową, na dodatek dookoła obłożony biszkoptami. Wedle życzenia takowy zrobiłam. Co najlepsze, zapomniałam zrobić jego zdjęcie w przekroju :P Ale chyba wyobraźnię macie? :)



Tort truskawkowo-budyniowy

Przepis na tortownicę o średnicy 24 cm

Biszkopt:
6 jaj 
200g cukru 
200g mąki 
cukier waniliowy 
4 łyżki gorącej wody 

1. Żółtka oddzielić od białek i rozbełtać z wodą, następnie dodać połowę cukru i cukier waniliowy i ubijać na puszysty kogel mogel (ja ubijam tak długo aż mocno pojaśnieje żółtko).
2. Następnie ubijamy z drugą połową cukru białko na sztywno, cukier dodajemy pod sam koniec ubijania.
3. Białko delikatnie przekładamy na masę żółtkową, a na to wszystko jeszcze zanim zaczniemy mieszać wsypujemy przesianą mąkę, delikatnie mieszamy. 
4. Blachę smarujemy tłuszczem i sypiemy mąką, wlewamy ciasto i pieczemy ok 30-40 minut w piekarniku nagrzanym do 170 stopni. (ja piekę zawsze 40 min.) 
Wyciągać z formy jak ostygnie, przekroić na 3 płaty.
Biszkopt zawsze wychodzi i zawsze jest nieco wilgotny dzięki czemu nie trzeba go dodatkowo nasączać.

Krem truskawkowy:
40-50 g mrożonych truskawek
2 galaretki truskawkowe
0,5 l śmietany 30%

Śmietanę ubić. Zamrożone truskawki pokroić. 2 galaretki rozpuścić w 0,5 l wody, wrzucić do nich truskawki (ponieważ są zamrożone spowodują, że galaretka zacznie natychmiast tężeć) i wlać do ubitej śmietany. Można wymieszać tą masę i wtedy truskawki będą w kawałkach, bądź zmiksować.


Krem budyniowy:
1/2 litra mleka
2 łyżki mąki ziemniaczanej
szklanka cukru
3 żółtka 
1 cukier waniliowy
30 dag masła

Do rondelka wlać 250 ml mleka i zagotować, a następnie zdjąć z ognia. W osobnym naczyniu żółtka zmiksować z cukrem, cukrem waniliowym, reszta mleka, mąką ziemniaczaną . Następnie stopniowo małym strumieniem wlewać do zagotowanego mleka, jednocześnie energicznie mieszając. Tak powstały budyń zagotować i wystudzić. 
Masło utrzeć na gładką masę i dodawać małymi porcjami zimny budyń, cały czas miksując(jeżeli masa będzie mało słodka to można dosypać cukru pudru).


Na pierwszy biszkopt wykładamy krem truskawkowy i przykrywamy drugim płatem, następnie krem budyniowy, przy czym zostawiając część aby posmarować tort dookoła, przykrywamy ostatnim płatem i smarujemy trochę kremem budyniowym. Tort dookoła obklejamy podłużnymi biszkoptami i obwiązujemy tasiemką, zostawiamy na kilka godzin w lodówce.



Do obłożenia tortu kupiłam 2 opakowania biszkoptów w Biedronce, zużyłam 1,5 opakowania.
Na górze toru, Hania powyciskała trochę kremu truskawkowego i chciała jeszcze trochę startej czekolady :)



Solenizantka z torcikiem :)


piątek, 16 października 2015

Norel Dr Wilsz - ProFiller Serum wypełniające zmarszczki z aktywatorem kwasu hialuronowego

Cześć!
Byłam dzisiaj w domu dużo wcześniej, bo pogoda nie dopisała, więc ogarnęłam w domu i biorę się za wpis. Na domiar złego chyba mnie choroba dopada, bo gardło boli i w klatce, jeszcze kaszel dochodzi... mam nadzieję, że się nie rozłożę...

Dziś będzie o serum, które wygrałam dość dawno, bo w lutym, wtedy niemal od razu wzięłam się za stosowanie serum, potem przerwałam i na nowo we wrześniu do niego powróciłam, już końcóweczka mi go została.


Norel Dr Wilsz - ProFiller Serum wypełniające zmarszczki z aktywatorem kwasu hialuronowego



Pierwsze polskie serum wykorzystujące światowe osiągnięcie biotechnologii – aktywator kwasu hialuronowego. Polecane dla cery dojrzałej, suchej, odwodnionej, również wrażliwej po 35. roku życia. Zapewnia skórze bezinwazyjne „wypełnienie” zmarszczek połączone z odczuciem liftingu. Serum głęboko i długotrwale nawilża skórę nadając jej gładkość i elastyczność. Cera odzyskuje młodzieńczą witalność i blask. Innowacyjna receptura zapewnia potrójne działanie, już w ciągu 10 dni:
- NovHyal® – odtwarza i stymuluje syntezę kwasu hialuronowego naturalnie występującego w skórze;
- Inovelo CAFA® – skutecznie chroni nowo tworzący się kwas hialuronowy przed destrukcją, hamuje nadmierną aktywność hialuronidazy oraz działa przeciwzapalnie;
- hyaluronian sodu – natychmiast wiąże oraz uzupełnia niedobory wilgoci w skórze. Aktywnie nawilża, wygładza i ujędrnia skórę oraz spłyca zmarszczki.
Stosowanie: nakładać rano i wieczorem na twarz, okolice oczu i szyję (opcjonalnie również na dekolt) i delikatnie wmasować do całkowitego wchłonięcia. Następnie zastosować krem dostosowany do rodzaju cery. Preparat zalecany do codziennej pielęgnacji lub w kuracji przez minimum 10 dni.
Serum nie zawiera substancji zapachowych, barwiących ani parabenów.

SKŁAD:
Aqua, Glycerin, Sodium Hyaluronate, Disodium Acetyl Glucosamine Phosphate, Sodium Dehydroacetate, Caffeyl Glucoside.


Przyznam, że serum Norel jest pierwszym, które miałam okazję używać. Zwykle nie myślałam o takich specyfikach. Uważałam, że krem do twarzy wystarczy. 
Serum działa silniej niż krem, a przy tym ma lżejszą konsystencję. Dodatkowo ma większe stężenie substancji aktywnych, choć nie każde, czasem jego intensywniejsze działanie spowodowane jest dodaniem większej ilości związków o różnorodnym działaniu, przez co kosmetyk ten staje się multifunkcyjny np. nawilża, odmładza, regeneruje i liftinguje.
Ale wracając do bohatera mojego dzisiejszego wpisu ;)

Serum znajduje si w butelce z grubego szkla, dodatkowo zapakowane w kartonik i ofoliowane. W opakowaniu była jeszcze próbka kremu witalizującego ze złotem koloidalnym. 
Pojemność jego to 30 ml.
Ogólnie mówiąc - prosto i klasycznie - podoba mi się.


Dozowanie kosmetyku jest wygodne dzięki pompce, która póki co ani razu mi się nie zacięła. Buteleczka jest przezroczysta, więc widzimy ubytek. 
Serum ma płynną konsystencję, jednak nie spływa, błyskawicznie się wchłania, nie pozostawia lepkiej warstwy, przyspiesza wchłanianie kremu. Kompletnie bezzapachowe.
Do zastosowania na twarz wystarczą w zupełności 2 pompki, co się z tym wiąże, jest bardzo wydajne.
Serum zawsze stosowałam bezpośrednio po użyciu toniku do twarzy, jeśli nie nałożymy go na zwilżoną skórę, po wchłonięciu pozostawi nieprzyjemne uczucie ściągnięcia.


Teraz najważniejsze, czyli działanie, to co najbardziej w sumie każdego interesuje.
Serum polecane dla cery dojrzałej, suchej, odwodnionej, również wrażliwej po 35. roku życia.
Moja skóra kwalifikuje się obecnie do suchej i podrażnionej od kilku dni. 
Pierwsze efekty faktycznie są widoczne już po 10 dniach. To co ja zauważyłam u siebie to rozjaśniona cera, gładka i bardziej elastyczna, nie czułam już takiej dziwnej wiotkości, serum dodało witalności skórze. Czuć było, że została bardziej nawilżona.
Stosowałam również na okolice oczu, serum jest na tyle delikatne, że nie podrażniło, na dodatek łagodzi podrażnienia, które już miałam po pracy w polu i nie powodowało szczypania.


Co do samego zadziałania na zmarszczki. Nie wiem czy je jakoś szczególnie spłyciło, ale jednak odrobinę się zmniejszyły, pewnie dlatego, że skóra się "naciągnęła". Szczególnie po nocy ten efekt jest widoczny. Wiadomo, że całkiem nam zmarszczek nie usunie, ale coś zrobiło i to już duży plus :)

Cena tego serum jaką widziałam w sklepie Norel to 118 zł za 30 ml, przy tej wydajności jaką nam serwuje, uważam, że cena jest w sam raz, szczególnie, że działa i robi to co obiecuje producent. 



Na koniec jeszcze kilka słów o kremiku dołączonym do serum.

Krem witalizujący ze złotem koloidalnym


Aksamitny krem przeznaczony do codziennej pielęgnacji każdego rodzaju cery dojrzałej, wymagającej regeneracji, poprawy napięcia i rozświetlenia. Krem ma delikatną, półtłustą konsystencję oraz „ciepły” zapach z lekko orientalną nutą. Stanowi doskonałą bazę pod makijaż. Unikalna receptura kremu zawiera cenne składniki aktywne:
- ekstrakt z pereł ;
- złoto koloidalne;
- Rona Care® ;
- hialuronian sodu
Po więcej informacji o kremie zapraszam tutaj - klik

Powiem szczerze, że krem mnie nie zachwycił, wystarczył tylko na 2 użycia, ale na tyle, aby wiedzieć, że się na niego nie skuszę. Jak widzicie na palcach na zdjęciu powyżej, niesamowicie się świeci na twarzy, nawet użycie podkładu tego efektu nie zniweluje. I właśnie przez to złoto jest u mnie skreślony. Lubię rozświetlenie, ale takie naturalne i delikatne, nie lubię świecić się jak choinka na święta :P
Dodam jednak, że bardzo szybko się wchłania, ma lekką konsystencję i łdanie pachnie. Skóra była miła w dotyku. Efekty są fajne, ale ten "blask" mnie odstrasza.


Co sądzicie o tym serum do twarzy? Mieliście już możliwość jego używania? Efekty się podobały?
Używacie serum do twarzy? Jakie polecacie?

Buziaki :*