czwartek, 31 grudnia 2015

Szczęśliwego Nowego 2016 Roku!!!

Cześć!
Wpadam do Was z życzeniami noworocznymi i zaczynam się szykować na imprezkę :) Mam zamiar dobrze się bawić, mam co opijać, ale o tym dokładniej między wtorkiem, a czwartkiem, wtedy wszystko wyjaśnię ;)



W ten Nowy Rok każdy przesyła
najpiękniejsze na świecie życzenia
i ja Wam z głębi serca wysyłam
najcieplejsze pozdrowienia.

Niech umili Wam dobrą zabawę
tłum przyjaciół, co zawsze życzliwi,
a Wasz uśmiech od ucha do ucha
niech nikogo dzisiaj nie dziwi.

Niech Wam zdrowie dopisuje,
na każdym kroku,
a pomyślność nie opuszcza w 2016 roku!

środa, 30 grudnia 2015

Yankee Candle - Christmas Eve

Cześć!
Przyszła środa, a więc kolejny zapachowy wpis. Dzisiaj powspominamy święta, a raczej zapachy im towarzyszące. 


Yankee Candle - Christmas Eve


Wosk z okolicznościowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalne aromaty: słodkie śliwki, owoce kandyzowane.

O zapachu
W oczekiwaniu na pojawienie się na niebie „tej” pierwszej gwiazdy – dobrze jest potrenować cierpliwość i wprowadzać się stopniowo w świąteczny nastrój. Jak to zrobić? Wystarczy zasiąść wygodnie w fotelu, otulić się ciepłym pledem, zaparzyć herbatę i rozgrzać wosk Christmas Eve. Wigilijna tarteletka od Yankee Candle to miszmasz słodkich śliwek i owoców kandyzowanych. Całość pachnie i smakuje jak najwytrawniejszy, grudniowy keks i pozwala na to, aby delektować się świąteczną atmosferą przez 365 dni w roku. Bo wosk Christmas Eve to hołd dla bożonarodzeniowej atmosfery i esencja wigilijnego oczekiwania na pierwszą gwiazdkę.


Wosk ten podzieliłam sobie na 3 palenia, będzie najodpowiedniejsze pod względem intensywności jaką oferuje. 
Na sucho wyczuwam w nim owocowe nuty, kandyzowane owoce, śliwki, coś jak właśnie wspomniany w opisie keks. Podczas palenia uwalniają się jeszcze korzenne przyprawy i zaostrzają zapach. Początkowo drażniło mój nos, ale postanowiłam go nie zagaszać i to był dobry wybór. "Pieczenie" w nosie minęło i zrobiło się bardzo przyjemnie.
Zapach jest słodki, ale nie przesłodzony, intensywny, ale nie ciężki.
Uważam, że nadaje się do palenia w ciągu całego roku, a nie tylko w święta. Na pewno przywoła miłe wspomnienia czasu spędzonego z rodziną w czasie świąt Bożego Narodzenia.


Christmas Eve jest jeszcze dostępny w sklepie Goodies.pl, więc jeśli macie ochotę powspominać święta to kupujcie tu.

Paliliście woski w czasie świąt?
Lubicie ten zapach?

Buziaki :*

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Ulubieńcy grudnia

Cześć!
Święta już minęły, czas więc wrócić do starego rytmu. Postanowiłam wrzucić do bloga serię o ulubieńcach, sama takie wpisy lubię czytać, być może pojawią się też buble :)




Na początek woda perfumowana Outspoken Fresh by Fergie od Avon - enegretyczny koktajl liczi i bujnych kwiatów guawy na bazie nut drzewa sandałowego. Naprawdę świeży i delikatny dla nosa zapach, nie jest bardzo trwały, w ciągu dnia czuję go około 4 godzin, ale na ubraniach utrzymuje się dłużej. Coś czuję, że te 50 ml bardzo szybko mi się skończy. Towarzyszy mi niemal codziennie.




Szminkę Ultra Beauty "Pink peach" od Avon kupiłam dość dawno, trochę przeleżała w szufladzie zanim zaczęłam jej używać, a jak wypróbowałam to się z nią nie rozstaję! Cudowny kolor, nawilżenie, delikatność i trwałość.




Serum na blask włosów Extreme Shine od Dabur Amla mam już prawie rok, wszystko dlatego, że jest mega wydajne! Ma 50 ml, używam max 3 krople czy to na mokro czy sucho, a włosy za każdym razem są błyszczące i wyglądają na zdrowsze. Niestety już zostało maluteńko i chyba trzeba się rozejrzeć za kolejnym opakowaniem.




Błyszczyk Joko Shine Your Lips nr 18 trafił do mnie w jakiejś nagrodzie, od razu się polubiliśmy. Używam go prawie codziennie, powoli znika z opakowania. Usta wyglądają ponętnie, doskonałe połączenie blasku i koloru. Nie sądziłam nigdy,że będzie mi tak dobrze w fiolecie. Co najważniejsze nie skleja ust :)




Joko Róż prasowany J6 koralowy róż (recenzja), idealny kolor dla mnie, nie zamienię go chyba na żaden inny! Bardzo dobrze mi się nim operuje, nie robi plam, utrzymuje się na policzkach cały dzień.



Znacie moich ulubieńców?
Co skradło Wam serce w tym miesiącu?

Buziaki :*

czwartek, 24 grudnia 2015

Wesołych Świąt!

Kochani!
Dzisiaj krótko i na temat :) W święta oczywiście robię przerwę od postów, już nawet wczoraj nie było "pachnącej środy". Niedługo jedziemy do moich rodziców na Wigilię.

Przyszłam Wam wszystkim życzyć wesołych świąt! Aby były czasem spędzonym w gronie rodzinnym, wśród ukochanych. Żebyście wybaczyli innym i żyli w zgodzie. Bądźcie uśmiechnięci i szczęśliwi.





poniedziałek, 21 grudnia 2015

Miraculum - Paloma hand SPA Intensywnie nawilżający krem do rąk w spray'u

Cześć!
Zauważyliście pewnie, że na blogu jest mało recenzji kremów do rąk. Wszystko dlatego, że ja za bardzo za nimi nie przepadam, zawsze obawiam się filtru ochronnego na dłoniach, tej tłustości, że gdzie się nie dotknę to plamy zostawiam. Krem dla mnie musi się natychmiast wchłonąć, tak jak to było np. w przypadku lotionu do rąk wellness&beauty (recenzja). Krem o którym dzisiaj Wam napiszę, wygrałam wiosną na blogu Mywholefashion. Pochodzi on z polskiej firmy kosmetycznej - Miraculum S.A, która skupia w swoim portfolio 14 marek, w tym doskonale rozpoznawalne brandy: Pani Walewska, Miraculum, Gracja, Tanita, Paloma, jak również: Lider, Wars oraz Być może, zakupione w 2007 od PZ Cussons Polska S.A. oraz marki Joko i Virtual, przejęte wraz z zakupem udziałów w Multicolor Sp. z o.o. w 2012 roku. Od 90 lat Spółka utożsamiana jest z najwyższej jakości produktami, opracowywanymi w nowoczesnym Laboratorium w Krakowie.



Paloma hand SPA 
Intensywnie nawilżający krem do rąk w spray'u


Lekki, szybko wchłaniający się preparat, dzięki wysoce skoncentrowanej formule zapewnia doskonałe odżywienie oraz nawilżenie dłoni i paznokci. Dobroczynnie działające masło shea oraz oleje: migdałowy i makadamia wchodzące w skład kremu silnie regenerują i wygładzają skórę rąk, jednocześnie pielęgnując niesforne skórki. Ekstrakt z perły i proteiny jedwabiu delikatnie ją rozjaśniają, niwelując niedoskonałości, a specjalnie dobrana kompozycja zapachowa koi zmysły. Kosmetyk mimo lekkiej konsystencji pozostawia na skórze wygładzającą i aromatyczną warstwę ochronną, która pozwala na wykonanie krótkiego relaksującego masażu. Doskonały do kuracji domowej, jak również zabiegu profesjonalnego.

Stosowanie: Delikatnie wmasować krem w skórę dłoni. Zaleca się stosowanie preparatu po każdym umyciu rąk.

SKŁAD:

Jak widać mamy tu parafinę... troszkę dalej m.in. mocznik, masło shea, olej ze słodkich migdałów, olej z nasion makadamii. Po magicznym "parfum" mamy ekstrakt z perły, proteiny jedwabiu, wit.E.



Kremów do rąk nie stosuję zbyt często, raczej ciężko u mnie z jakąś codzienną rutyną w tej kwestii. Jeśli już kremuję dłonie, zazwyczaj jest to wieczór, gdy wiem, że idę do łóżka i nic już nie będę robić. Choć i w dzień też kremuję, zależy od nastroju, co aktualnie robię i czy mi się chce :)

Krem ten dostajemy w butelce z miękkiego plastiku o pojemności 100 ml. Aplikacja odbywa się przez psiknięcie, co może być trochę kłopotliwe, bo lubi rozpryskać się poza dłonie, no ale można przeżyć ;) Pompka się nie zacina i nie zapycha. Jedno psiknięcie to za mało, potrzeba przynajmniej 3.

Konsystencja jest lekka, pokusiłabym się o stwierdzenie, że nawet wodnista, choć patrząc na skład spodziewałam się czegoś bardziej treściwego i tłustego. 

Zapach jest faktycznie przyjemny, delikatny i kwiatowy z nutą świeżości, nie jest męczący i raczej się nie znudzi.


Parafina w kremach do rąk jakie próbowałam, zawsze skutkowała jakimś filmem na skórze z niemożliwością wchłonienia się. Tutaj skoro zapowiadana była lekka konsystencja myślałam, że tego efektu nie będzie (choć producent wspomina o warstwie ochronnej). 
No i film był, który naprawdę długo jest wyczuwalny na dłoniach, ręce się kleją, a jednocześnie są takie tępe - czy to możliwe?
Nie mogę się oswoić z tym efektem i po paru minutach idę umyć dłonie, które dopiero po wytarciu ręcznikiem są zdolne do dalszej pracy. 


To co zauważyłam po kilku takich podejściach to dłonie są faktycznie gładsze, a skórki się nie zadzierają. Nawilżenia nie odczuwam, bo tak jak wspomniałam po paru minutach film jest nieznośny dla mnie i muszę zmyć krem.

Ale to nie tylko ja mam takie odczucia. Mąż pracuje fizycznie i często gołymi dłońmi, więc są one narażone na wysuszenie i uszkodzenie. Sama jeszcze kremu do rąk nie użyłam, a gdy zapytał o coś tłustego, powiedziałam, że na półce stoi taki w spray'u :) Psiknął, rozsmarował, poleżał i poszedł wytrzeć dłonie, użył lotionu w&b :)


Pozostało mi go połowę i może zużyję do stóp? tam mi tłustość nie będzie przeszkadzać jak wejdę pod kołderkę (chyba).

Krem w spray'u na stronie sklepu (klik) kosztuje 8,99 zł. Stacjonarnie przyznaję, że nigdzie jakoś nie rzucił mi się w oczy, jeśli gdzieś go spotkaliście dajcie znać w komentarzu.

Znacie ten krem? 
Macie jakieś sprawdzone kosmetyki do dłoni?

Buziaki :*

sobota, 19 grudnia 2015

Avon - Preparat do demakijażu z odżywką

Cześć!
Ogarnęłam sobie już wszystko w domu na weekend, to mogę zasiąść do lapka i skrobnąć posta. No i proszę o trzymanie kciuków, bo może w styczniu zmieni się nieco moja sytuacja :)
Jak wiecie, makijaż u mnie nie gości codziennie, a przynajmniej nie taki "wyjściowy", w domu też się lubię pomalować aby poprawić sobie humor, w końcu nigdy nie wiadomo kto zapuka do drzwi :D Potem ten makijaż trzeba usunąć, dzisiaj mam coś do oczu.


Avon - Preparat do demakijażu z odżywką


Preparat do demakijażu oczu z odżywką o konsystencji kremowego mleczka.
  • kremowa formuła delikatnie usuwa makijaż
  • idealnie odżywia skórę
JAK DZIAŁA: Delikatnie, ale skutecznie zmywa makijaż i odżywia skórę. Łagodna formuła nie podrażnia oczu. Produkt hypoalergiczny. Testowany dermatologicznie i okulistycznie.
JAK STOSOWAĆ: Nałóż preparat na płatek do demakijażu. Przetrzyj nim miejsce, gdzie chcesz usunąć makijaż.


SKŁAD:


Mleczko do demakijażu dostajemy w 150 ml białej butelce z czarną nakrętką. Minimalistyczna grafika bez zbędnych dodatków. Butelka jest lekko przezroczysta. Otwór do wydobywania preparatu jest odpowiedni, wyciskamy tyle mleczka na wacik ile potrzebujemy. 
Kolor jest biały, a zapach delikatny, trochę jakby apteczny.
Konsystencja dość gęsta.


Jako konsultantka widzę, że często jest kupowany przez klientki, w takim razie i sama postanowiłam go zamówić i wypróbować.

Mój makijaż nigdy nie jest wodoodporny, więc ten preparat oceniam pod kątem usuwania zwykłego makijażu.

Bardzo polubiłam to mleczko. Demakijaż oczu jest prosty i przyjemny. Jeden wacik mam na jedno oko. Przy ciemniejszym podkreśleniu oka wystarczy chwilę potrzymać wacik na powiece, przetrzeć i gotowe :) 
Nie podrażnia oczu, pozostawia delikatną tłustą warstewkę na powiece, ale ja i tak po demakijażu przemywam twarz. Zdarzyło mi się też raz, że odrobina dostała się do oka (za dużo mleczka mi się nałożyło na wacik), lekko zaszczypało, ale na szczęście nie było to uciążliwe i szybko minęło.


Spróbowałam usunąć nim podkład i puder z twarzy, faktycznie sobie z tym też poradzi, ale potrzeba za dużo wacików, dlatego na twarz mam inny płyn do demakijażu, ale o nim w innym wpisie :)
Teraz wiem, dlaczego tak chętnie jest kupowany.

Cena regularna tego preparatu to 18 zł, ale w promocji do kupienia nawet za 5,99 zł.

Znacie to mleczko? Używaliście?
Stosujecie osobno produkty do demakijażu oczu i twarzy?

Buziaki :*

czwartek, 17 grudnia 2015

Rozpoczynam kurację z LashVolution

Cześć!
W końcu biorę się za kurację z serum do rzęs LashVolution. Wygrałam je na koniec września na blogu my-love-cosmetics. Jak widać ponad 2 miesiące zbierałam się do rozpoczęcia, musiałam się zmobilizować aby stosować serum regularnie. Akurat jest czas kiedy to właściwie nic nie robię, więc myślę, że nie zapomnę o aplikacji :)


Serum pobudzające wzrost rzęs LashVolution


Rewolucyjna metamorfoza rzęs!
Z zamiłowania do piękna opracowaliśmy innowacyjną, zaawansowaną formułę, która sprawi, że Twoje rzęsy już po 4 tygodniach będą dłuższe, gęstsze, mocniejsze i bardziej lśniące, a Ty zyskasz zniewalające spojrzenie. Dzięki wykorzystaniu peptydów, jak również unikalnemu połączeniu substancji aktywnych serum LashVolution bezpiecznie i skutecznie stymuluje wzrost rzęs. Obecna w recepturze niacyna oraz ekstrakt z pokrzywy zwyczajnej, stosowane w preparatach przeciwko wypadaniu włosów, zapewniają długotrwałe efekty. Ekstrakt z rumianku działa regenerująco oraz bakteriostatycznie. LashVolution został również wzbogacony o ekstrakt z zielonej herbaty, który będzie działał tonizująco w miejscu nakładania serum.

Stosowanie:
W celu osiągnięcia najlepszych rezultatów, odżywkę LashVolution należy stosować codziennie wieczorem. Nakładaj ją za pomocą aplikatora na oczyszczoną skórę powieki - u nasady górnych rzęs. Chroń przed dostaniem się substancji do oczu. Nie aplikuj na dolną linię rzęs.

Badania wykazały, że LashVolution to:
87% dłuższe rzęsy
80% gęstsze rzęsy
wrażenie bardziej podkręconych i ciemniejszych rzęs
ogólna poprawa kondycji rzęs


Najlepsze wyniki można osiągnąć, stosując LashVolution raz dziennie przez 8-12 tygodni. Po tym czasie, w celu podtrzymania efektów, zaleca się stosowanie serum 2-3 razy w tygodniu.


SKŁAD:


Pojemność serum to 3 ml, na zużycie mamy 6 miesięcy od momentu otwarcia.


Tak moje rzęsy prezentują się na dzień dzisiejszy


Serum ma delikatny, przyjemny zapach. 
Dziś wieczorem startuję z kuracją i jestem ciekawa jaki efekt uda mi się uzyskać. Za 4 i 9 tygodni spodziewajcie się rezultatów w kolejnych postach :)

Zapraszam Was na FB LashVolution i stronę sklepu
Cena serum to 79 zł


Stosowałyście jakieś serum do rzęs?
Jakie były uzyskane efekty?

Buziaki :*

środa, 16 grudnia 2015

Yankee Candle - Bundle Up

Cześć!
Wosk, o którym dzisiaj zamierzam napisać był dla mnie bardzo tajemniczy, szczególnie mnie ciekawił jak przeczytałam jego recenzję na blogu Kasi. Owiała go taką tajemnicą, że się doczekać nie mogłam aż moje zamówienie do mnie przyjdzie!


Yankee Candle - Bundle Up


Wosk ze świątecznej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o czystym, zimowym zapachu przywołującym wspomnienie mroźnych dni


Wosk podzieliłam standardowo na 4 palenia.

Wąchając go na sucho przepadłam! Poczułam męskie perfumy, trochę pikanterii, świeżość prania w jakimś pęknym płynie do płukania, ostrość. Wiele myśli i skojarzeń mi się nasunęło takich nie do opisania, trudnych, a zarazem nie pasujących do siebie. Taki zapachowy misz-masz. Nasz początek zapowiadał się bardzo miło.


Po otworzeniu folii zapach zyskuje jeszcze bardziej na intensywności, napięcie rośnie coraz bardziej, a moja cierpliwość się powoli kończy! 
Dominuje zdecydowanie nuta leśna, ciężka. Zapach jest naprawdę skomplikowany. 
Kojarzy się ze zmęczeniem po zabawie na śniegu, tak dziecięco i beztrosko, grupa dzieci przy ognisku, śmiech, zabawa, pomimo zimna na dworze, w środku jest ciepło i otulająco.



Ale cały czar prysł wraz z paleniem go w kominku... Jakież było moje rozczarownie! Z każdą minutą roztapiania i unoszenia się zapachu było tylko gorzej :(

Bundle Up nagle przeistoczył się w koszmar. Stał się pikantny, drażliwy, wredny... Przez ten dymny i kadzidlany aromat wybiły się jeszcze cytrusy, trochę mięty, jakieś korzenne przyprawy. Było bardzo mocno i męsko, aż za bardzo. 
Na tyle intensywnie, że po 5 minutach palenia musiałam zagasić i wietrzyć w domu, rozbolała mnie głowa i męczyłam się tak do wieczora. Wietrzenie i tak słabo pomogło, wosk rozpaliłam rano, dzieci wróciły o 13 i jeszcze było go czuć, i tak do 16 czułam jego siłę. 
Nie wiem czy zdołam go dokończyć, nie wiem jak to zrobię. Na początku było tak pięknie, rozmarzyłam się, a potem żal :( Szkoda, bo myślałam, że będzie z tego miłość...



Jeśli macie ochotę sami się przekonać jaki to zapach, w sklepie Goodies.pl jest nadal dostępny (klik).

Buziaki :*

wtorek, 15 grudnia 2015

Farmona tutti frutti Peeling do ciała wiśnia & porzeczka

Cześć!
Peeling, o którym dzisiaj napiszę wygrałam w konkursie na fb Augusty Docher, jak i kilka innych gadżetów :) Wcześniej miałam styczność z olejkiem do kąpieli o tym samym cudownym zapachu, który do końca olejkiem nie był, a jak jest z peelingiem, o którym Farmona pisze, że jest gruboziarnisty?


Farmona tutti frutti 
Peeling do ciała wiśnia & porzeczka


Daj się ponieść owocowej przygodzie! Rozpieść zmysły soczystością chwili!
Zmysłowy zapach owoców z Kraju Kwitnącej Wiśni, symbolu intensywnego i pełnego radości życia, spleciony z orzeźwiającym aromatem porzeczki to gwarantowany relaks, spokój i uczucie błogości.
Gruboziarnisty peeling doskonale usuwa zanieczyszczenia i martwe komórki naskórka, poprawia mikrokrążenie i pobudza skórę do odnowy. Ciało pozostaje idealnie oczyszczone, wygładzone i aksamitnie miękkie w dotyku.

SKŁAD:
Aqua (water), Sodium laureth sulfate, Acrylates copolymer, Cocamidopropyl betaine, Polyurethane, Glycerin, Polysorbate 20, Simmondsia chinensis (jojoba) seed powder, Xanthan gum, Sodium chloride, Disodium edta, Sodium hydroxide, Parfum (fragrance), Benzyl alcohol, Coumarin, Eugenol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Dmdm-hydantoin, CI 16255, CI 14720, CI 42090.


Peeling mamy zamknięty w małej, 100 ml buteleczce, coś w stylu Joanny czy Marion. Grafika bardzo przyjemna dla oka, taka sama jak w przypadku olejku do kąpieli z tej samej serii. Buteleczka dość twarda i ciężko trochę wyciskać peeling, ale daję radę ;) Zamknięcie na "klik" bardzo trwałe, otwiera się bez problemu.

Peeling do ciała wiśnia&porzeczka jest iście czerwony, bardzo intensywny kolor z drobinkami, które na pierwszy rzut oka są bardzo mało widoczne.

Zapach dla mnie obłęd! Taka wiśniowa porzeczka, kwaśny, troszkę sztuczny, ale bardzo intensywny, podoba mi się pomimo nutki chemii. 


Przyznam szczerze, że myślałam, że będzie delikatnym peelingiem. Skojarzyłam go od razu z żelem peelingującym Marion, który jako peeling się nie sprawdził. 
Natomiast tu doznałam mega szoku podczas pierwszej kąpieli. Jak sobie potarłam ciało to mało z wanny nie wyskoczyłam :P Myślałam, że skórę zedrę :D Taki szok mnie spotkał! 
Drobinki nie są duże, ale cholernie ostre i wrażliwcy na pewno zrobiliby sobie nim krzywdę. Ja miałam nogę czerwoną, ale nie od koloru tylko od tarcia ;) Miałam wrażenie, że zamiast ścierać naskórek, on po prostu mnie rysował. 
Peeling wystarczy na około 6-7 użyć na całe ciało. Ziarenka się nie rozpuszczają, a osadzają na dnie wanny, więc rysowanie pupy gwarantowane, oj bolało :D


Peeling trochę się pieni, więc nie używałam już żelu do mycia, a tylko jego. Faktycznie pozostawiał skórę gładką, ale i zaczerwienioną. Jestem miłośniczką mocnego tarcia, ale to chyba było nieco za mocne. Ciało było też wygładzone, dobrze oczyszczone, ładnie pachniało, ale zapach trzymał się krótko. Niestety nie nawilżał skóry, ale i nie zauważyłam wysuszenia, musiałam używać masła do ciała. 

Lubię jak peeling dodatkowo nawilża ciało, tutaj tego efektu nie było, na dodatek tarcie za mocne.

Zakupić go możemy w granicach 3-6 zł / 100 ml.

Nie wiem, ale chyba nie kupię go ponownie, nie dostałam tego czego oczekiwałam.



Ktoś z Was miał ten peeling?
Lubicie tutti frutti?

Buziaki :*

niedziela, 13 grudnia 2015

Akcja Celebruj Chwile - Filmy na zimowe wieczory

Cześć!
Miałam nic nie pisać dzisiaj, ale mam wolną chwilę - mężu pojechał auto zrobić, a dzieci włączyły sobie bajkę. Pomyślałam więc, że wrzucę Wam kilka propozycji filmów, które mi się spodobały, może umilą wieczorno-świąteczny czas. Będą komedie, ale nie tylko :) Niektóre oglądałam już kilka razy, inne całkiem niedawno.


1. Książę w Nowym Jorku - Eddie Murphy w roli księcia Akeema i jeszcze chyba 2 innych ról w tym filmie - uwielbiam tego aktora i chyba każdy film z jego udziałem



2. Niebo istnieje naprawdę - film, który obejrzałam dopiero wczoraj, a z miesiąc do niego się zbierałam, ponoć na faktach, ale gdzieś mi się obiło, że później wyszło na jaw, że to jednak kłamstwo, co jak co, ale mi się podobał




3. Polowanie na drużbów - Nieśmiały Doug szuka świadka na swój ślub. Wynajmuje mężczyznę, który ma udawać jego drużbę. Co z tego wynikło? Fajna komedia :)



4. Motyl. Still Alice - Film o doktor Alice, która po 50-tych urodzinach zauważa u siebie drobne zaniki pamięci. Diagnozą okazuja się rzadka odmiana choroby Alzheimera. Film pokazuje jak postępowała jej choroba i reakcje jej bliskich.



5. Dlaczego mężczyźni nie słuchają, a kobiety nie potrafią czytać mapFilm na podstawie bestsellerowej książki Allana i Barbary Pease'ów, wydanej w Polsce pod tytułem „Dlaczego mężczyźni nie słuchają, a kobiety nie umieją czytać map?”. Przeniesiona na ekran historia mistrzowsko operuje stereotypami dotyczącymi płci i relacji damsko-męskich, wykpiwając w takim samym stopniu wady mężczyzn i kobiet. To opowieść wzbudzająca silne kontrowersje, ale zarazem barwna i dowcipna. (źródło opisu)



6. Cud na 34 ulicy Święta Bożego Narodzenia. Kierowniczka skleu Dorey Walker desperacko szuka św. Mikołaja. W wyniku zbiegu okoliczności angażuje poznanego Krisa Kringle, który utrzymuje, że jest prawdziwym św. Mikołajem.



7. Listy do M. i Listy do M. 2 - drugiej części jeszcze nie oglądałam, ale po 1 części byłam bardzo zadowolona.



8. Kraina Lodu - dla dzieci też coś musi być :)



9. Opowieść Wigilijna - uwielbiam ten film, uważam, że zmusza nas do przemyślenia tego jak przeżywamy swoje życie traktując przy tym innych. 



10. W krzywym zwierciadle: Witaj Święty MikołajuPięknie przyozdobiony dom nie chciał się świecić, pojawił się brat Clarka, choinka była za duża, zabrakło premii z zakładu pracy. To tylko część katastrof, jakie nawiedziły dom bohatera. A to dopiero początek kłopotów...



11. To właśnie miłość Jedna z niewielu komedii romantycznych, którą także mężczyźni oglądają z przyjemnością. Kilka równolegle prowadzonych historii opowiedzianych lekko, ale ze smakiem i humorem. 




To by było na tyle propozycji, które według mnie warto obejrzeć i się pośmiać :)


Post powstał w ramach akcji Celebruj Chwile organizowanej u Arcy Joko.


Buziaki :*

sobota, 12 grudnia 2015

Akcja Celebruj Chwile - Inspiracje zimowo-świąteczne

Cześć!
Chciałabym już zimę, ze śniegiem i leciutkim mrozikiem. Niestety za oknem ciągle chlapie i ponuro. Słabo wyczuwana jest atmosfera zbliżających się świąt, co jak co, ale święta bez śniegu to nie takie prawdziwe święta. Dlatego przychodzę dzisiaj do Was z nutą inspiracji zimowych i świątecznych. Może zainspiruję Was do zrobienia czegoś w domu aby poczuć klimat zimy i świąt, bo dziś postawiłam na kreatywną wersję gdzie możecie zrobić coś z dziećmi :)



























Czujecie się zainspirowani aby zrobić coś w domu sami lub z dziećmi? Od razu zmieni się klimat domowego wnętrza :)
Jeśli ktoś postanowi coś zrobić i gdzieś to pokaże to z chęcią zajrzę, wtedy wklejcie linka w komentarzu :)


Wpis powstał w ramach akcji Celebruj Chwile organizowanej u Arcy Joko. Celem jest wspólne celebrowanie zimy i magii świąt.



Buziaki :*

piątek, 11 grudnia 2015

Zakupy listopadowo-grudniowe

Cześć!
W przerwie robienia gołąbków postanowiłam pokazać Wam co ostatnio do mnie wpadło w listopadzie i grudniu, nie ma tego chyba tak dużo. Zapomniałam tylko kupić sobie peeling do twarzy, tak się skupiłam na kremie na dzień i na noc, że zapomniałam o peelingu. Zapraszam do oglądania :)


Pod koniec listopada wpadłam do Biedronki, tak na szybko wzięłam to co potrzebowałam, czyli szampon i odżywkę do włosów bebeauty (4,99 zł i 5,99 zł)



oraz chwalony kremowy żel pod prysznic bebeauty, za namową mamy wybrałam wersję kokos i melon - niestety zapach już mnie męczy :/ (chyba 7,99 zł)



Potem zaczęły kończyć mi się zapasy wosków i peeling do ciała, więc uzupełniając braki wpadłam do goodies.pl i złożyłam zamówienie, a wnim znalazły się woski YC (7 zł/szt.) oraz jeden KC (12 zł/szt.)



oraz peeling solny do ciała Kwiatowa Symfonia Ekoa (17,50 zł)



Następnie z Avonu parę rzeczy przybyło w środę. Lubię ich płyny do kąpieli zatem wybrałam nowość o zapachu pomarańczy i czekolady (7,49 zł)



Zapachy Instinct jako prezent za 1 zł od razu powędrował do mamy w prezencie, natomiast Outspoken Fresh by Fergie za 10 zł został dla mnie



Spray ułatwiający rozczesywanie włosów to nasz niedołączny element w rozczesywaniu włosów dzieci, szczególnie Mileny (7,99 zł)



Pędzelek do nakładania maseczki na twarz (9,99 zł)



Hani spodobały się foremki, a raczej to jak wyglądały ciastka nimi zrobione, każda foremka to 2 części, z których robi się stojące ciastka (22,99 zł / 7 elementów), będziemy piec ciastka :)



No i wczoraj znowu Biedronka, a tam wpadł mi płyn i żel do kąpieli bebeauty hibiskus i mleczko owsiane, ale ceny to nie pamiętam :P



Z racji braków kosmetyków do twarzy odwiedziłam dwie małe drogerie, w jednej kupiłam serum przeciwzmarszczowe Bielenda na dzien i na noc 40+ (19,99 zł), w drugiej krem przeciwzmarszczkowy na dzień i na noc Bielenda 40+ (20,99 zł). Swoją drogą przeglądając kremy podeszła do mnie pani sprzedawczyni i pyta czego potrzebuję, odpowiadam, że kremu na dzień i na noc, ale bez parafiny w składzie, bo sprawia u mnie problemy. A pani podaje mi wybrane kremy i karze samej sobie przeglądać skład, w którym owego składniku nie ma i wybrać krem - co za pomoc....



Na koniec jeszcze moja ostatnia wygrana z FB
Spa dla dłoni Exclusive Cosmetics od chicabella.pl i CzerwoneDywany.pl 



No i moja nowa fryzurka :)



To by było na tyle co ostatnio nowego się u mnie pojawiło :)

Buziaki :*