poniedziałek, 15 lutego 2016

Ulubieńcy stycznia

Cześć!
Zapomniałam, że na blogu jeszcze nie było ulubieńców stycznia, więc od razu biorę się za pokazanie moich ulubionych kosmetyków, które bardzo często mi towarzyszyły w poprzednim miesiącu.



Na początek coś do włosów.
Do mycia świetnie się sprawdził szampon prowansalski regeneracyjny Planeta Organica, był delikatny, a zarazem bardzo dobrze zmywał z moich włosów żel i inne takie, nie podrażnił skóry.
Utrwalenie fryzury gwarantował mi żel mocny w sprayu Hegron, obecnie mam już drugie opakowanie i nie zamienię na nic innego.



Popołudnia w pracy bywają męczące, szczególnie dla moich stóp. Wtedy na ratunek przychodziła kąpiel do stóp z solą morską i algami "Morska Bryza" Avon, nawet przyjemny zapach, stopy wypoczęte i odświeżone, do tego miękkie w dotyku.



W kwestii makijażu nieodłącznym elementem w styczniu był tusz do rzęst Rimmel Wonder'Full, mój ulubieniec,  którego na razie nic nie przebiło. Dodatkowo często stosowałam korektor rozświetlający Joko (J110), dawał lekkie rozświetlenie i dość dobrze krył cienie pod oczami, dla mnie w sam raz.



Jakich mieliście ulubieńców w styczniu?

Buziaki :*

czwartek, 11 lutego 2016

Książki przeczytane w styczniu

Cześć!
Dziś będzie lekko, bo słów kilka na temat książek, które wpadły w moje ręce w styczniu. Miałam założenie czytać 1 miesięcznie, ale wiem, że będzie ich na pewno więcej. W styczniu były 3.

O pierwszej już Wam pisałam w poście tutaj, była to książka G. Mastertona pt. "Studnie piekieł", która wyjątkowo nie przypadła mi do gustu. Mój mistrz mnie rozczarował ;)



Druga książka jaką czytałam to "Osaczona" Tess Gerritsen.
Kilka słów o książce:
Zabiła. Taki zarzut usłyszała Miranda Wood, kiedy w jej własnej sypialni znaleziono zakrwawione ciało byłego kochanka Richarda Tremaina. Obok zwłok leżał nóż kuchenny, którym zadano ciosy. Podejrzane jest również to, że ktoś anonimowo wpłaca za nią sporą kaucję.
Miranda musi udowodnić swoją niewinność, mimo że wszystko świadczy przeciwko niej. Walcząc o dobre imię, odkrywa krok po kroku mroczną sieć kłamstw, szantażu i korupcji.
Ale jest ktoś, kto zrobi wszystko, żeby prawda nie wyszła na jaw. Im bardziej Miranda zbliża się do rozwiązania zagadki, w tym większym jest niebezpieczeństwie. W końcu sama staje się celem mordercy.

Szczerze mówiąc, pochłonęłam ją w dwa popołudnia. Zanim się obejrzałam to już skończyłam. Bardzo ciekawy wątek kryminalny gdzie do końca nie wiadomo, kto zabił, do tego udany wątek miłosny. Książka trzyma w napięciu do końca. Polecam!




Ostatni tytuł w styczniu to "Tease" Amandy Maciel.
O książce:
Książka inspirowana prawdziwymi zdarzeniami, którą trzeba przeczytać, i o której należy rozmawiaćPowieść, która porusza aktualny problem przemocy psychicznej w szkole.Sara i troje innych uczniów liceum zostało oskarżonych o psychiczne znęcanie się nad swoją koleżanką, które w konsekwencji pchnęło ją do popełnienia samobójstwa. Sara jest napiętnowana i uznana za winną przez swoich kolegów, miejscową społeczność i media.
W wakacje poprzedzające klasę maturalną, między spotkaniami z prawnikami i sądową psychoterapeutką, Sara musi się zastanowić nad wydarzeniami, które doprowadziły do tej tragedii. Jaką rolę w niej odegrała? Czy znajdzie sposób, aby pójść dalej mimo poczucia, że jej życie się skończyło?


"Tease" jest debiutancką powieścią Amandy Maciel, porusza problem przemocy psychicznej w szkołach. Ofiarą jest Emma, która popełniła samobójstwo przede wszystkim przez Sarę i Brielle, jednak oskarżonych jest jeszcze parę osób. Sara niestety w ogóle nie czuje się winna samobójstwa "koleżanki", jeszcze ją obwinia o to, że zmarnowała jej życie. Ale czy faktycznie powinna czuć się winna tego samobójstwa? Skoro Emma była taka "święta" za jaką ją każdy uważał to dlaczego ją zaczepiano, czemu zmieniała wcześniej szkołę? Książka A. Maciel porusza temat, o którym warto rozmawiać i zmusza czytelnika do refleksji. Nie ocenia i nie krytykuje bohaterki, pokazuje jej przemianę. 
Polecam książkę z czystym sumieniem.



Czytacie książki? Lubicie? Macie na to czas?

Buziaki :*

środa, 10 lutego 2016

Pracujesz? Nie masz czasu dla swoich dzieci!

Cześć!
Dzisiaj taki post przemyśleniowy, którego temat jest jak najbardziej trafny według opinii części ludzi. 
Natknęłam się właśnie na wpis u Kayenn pt. Biedne dzieci blogujących mam



I wiecie co? tak samo są biedne dzieci mam pracujących, a jak już oboje rodzice pracują? Matko, dzieci od razu są zaniedbane! Nie mamy dla niech wystarczająco czasu! 
Jak wiecie bądź nie, wiele lat siedziałam w domu, czasem dorabiając na polu w sezonie wiosenno-jesiennym o czym wspominałam na blogu. Bywało, że wracałam do domu koło godziny 16-17, zdarzało się, że i po 20. Wtedy nie usłyszałam, że nie mam czy nie mamy czasu dla dzieci, było dobrze... A ostatnio dowiedziałam się, że oboje z mężem jesteśmy tak zapracowani, że nie mamy czasu zajmować się swoimi dziećmi! Na przyszłość, jak ktoś chce mi obrobić dupę to niech myśli co i przy kim mówi, bo takie cudowne wieści bardzo szybko się rozchodzą, a osoba o której pisze zagląda od czasu do czasu na mojego bloga, więc mam nadzieję, że to przeczyta i dowie się, że wiem o wielu takich obrabianiach mojego tyłka, ale to przemilczam...do czasu...
Od początku stycznia udało mi się dostać do pracy do sklepu piekarni jako sprzedawca, umowa zlecenie, ale zawsze coś, płaca i praca mi odpowiada, choć ciężko się wstaje na 5 rano ;) Jeden tydzień jeżdżę na 5 drugi na 11 i tak na zmianę. Plus taki, że zamierzam iść na prawko i znowu mniej czasu dla dzieci będę miała, a może wcale? :P

Powiem tak, matki, które same pracują gratulują podjęcia pracy, te nie pracujące twierdzą, że dzieci na tym ucierpią... Ale ja widzę w tym wypadku same korzyści. Mamy jakiś normalny dochód, a więc nasze zasoby finansowe się polepszają i szybciej wyjdziemy z długów. 
Tatuś też się bardziej angażuje, bo co drugi tydzień musi wstać i zaprowadzić dzieci na busa do szkoły/przedszkola, fakt, że ja wieczorem wszystkie ubrania naszykuję, ma gotowe, ale ma co robić z rana, tak to zawsze ja prowadziłam, przyszłam do domu z zakupami i podawałam kawkę pod nos :P 
Bardziej doceniamy czas spędzony razem.
Jestem szczęśliwsza! W końcu mam jakieś swoje pieniądze, coś tam dla siebie z wypłaty mam, reszta idzie na domowe wydatki i opłaty.
A dzieci są jeszcze bardziej samodzielne i nie uzależnione tylko ode mnie.

Nie mogę zrozumieć czemu matka, która nie pracuje jest lepiej ceniona niż ta, która poszła do pracy. Uważam, że mama, która pracuje daje przykład dzieciom, że spokojnie można pogodzić pracę, hobby i zajmowanie się domem oraz rodziną. 
Nie dyskryminuję oczywiście matek, które nie pracują. 
Ja jednak mam już dość siedzenia w domu...Chciałam do pracy i do ludzi, nie tylko ze względów finansowych ale i psychicznych.


A Wy jak uważacie? 
Mamy powinny iść do pracy i dzielić obowiązki z partnerem czy siedzieć w domu i poświęcić się rodzinie?
Jak jest u Was?

Buziaki :*

p.s
miał być post z woskiem, jest inny :P

poniedziałek, 8 lutego 2016

Ekoa - Peeling solny do ciała Kwiatowa Symfonia

Cześć!
Dawno po pracy, w domku porobione to pora wziąć się za posta, z którymi u mnie ostatnio ciężko. Jakoś nie mogę się zebrać aby zrobić kilka wpisów "na zaś" i później tylko publikować. Macie jakąś radę w tej kwestii?

Dziś przychodzę z moją opinią o peelingu solnym, a jak wiadomo, solne to moje ulubione (zazwyczaj).


Ekoa - Peeling solny do ciała Kwiatowa Symfonia



Peeling solny Kwiatowa Symfonia to prawdziwie kojąca muzyka dla Twojego ciała. Skrojony na miarę Twojego naturalnego pragnienia doskonałej pielęgnacji.
Stworzony na bazie Bocheńskiej Soli Jodowo – Bromowej, zmiękcza skórę i poprawia krążenie krwi. Ekocertyfikowane Masło Shea, niezwykle bogate w nienasycone kwasy tłuszczowe chroni skórę przed czynnikami zewnętrznymi, odmładza i głęboko nawilża skórę. Olej ze słodkich migdałów z zawartością witamin A, B1, B2, B6, D i E doskonale wygładza skórę i dba o jej poziom nawilżenia. Ekocertyfikowany olej jojoba łagodzi stany zapalne i zapobiega powstawaniu rozstępów.
Peeling pozostawia delikatną warstwę aromatycznego olejku nadając subtelny zapach. Twoje domowe SPA tętni zapachem wiosennych kwiatów, mocą naturalnych składników i energetyczną siłą Twojego uśmiechu. Natura, SPA, Kwiatowa Symfonia i Ty - to Twoja chwila wytchnienia, zaczerpnij z niej pełną garścią!
Sposób użycia: Nanieś niewielką ilość peelingu na wilgotną skórę ciała, lekko masując okrężnymi ruchami. Następnie spłukaj letnią wodą. Stosuj 1- 2 razy w tygodniu lub częściej – w zależności od potrzeb skóry.

SKŁAD: Sodium Chloride, Prunus Amygdalus Dulcis, Butyrospermum Parkii (Ecocert), Simmondsia Chinensis (Ecocert), Glycerin, Parfum, BHT


Pojemność: 200 g
Cena: ok. 30 zł


Swój egzemplarz zamówiłam w sklepie internetowym Goodies.pl, był wtedy w promocji za niecałe 18 zł, obecnie widzę, że jest już niedostępny. Robiłam zakupy woskowe, a że peeling mi się kończył, szukałam oczywiście solnego i wybrałam ten.

Peeling ten dociera do nas w ładnym opakowaniu, zabezpieczony sreberkiem. Z zewnątrz jest klasycznie i minimalistycznie co mi się podoba, pod sreberkiem  mamy cudowny kwiatowy zapach, delikatny i długo utrzymujący się na skórze, który wprawia nas w dobry nastrój i odpręża. Barwa jasno żółta też pozytywnie jest odbierana, kojarzy się ze słońcem. Drobinki soli są grube. Konsystencja jest zbita, jednak łatwo się nabiera na dłonie, dość oleisty i tłusty.


Jestem wielbicielką dość intensywnego ścierania naskórka i oczekuję od peelingów uczucia dokładnie "wyszorowanej" skóry, świeżej, przy okazji nie pogardzę również nawilżeniem (oszczędność w kwestii dodatkowych smarowideł ;) ). Peelingi stosuję zazwyczaj na całe ciało, albo większość, czyli nogi, brzuch, dekolt, czasem plecy. Ogólnie mówiąc, dużo go zużywam na jeden raz i tu wydajność jest dla mnie ogromnie ważna. Niestety te 200 g jakie otrzymujemy od Ekoa jest dla mnie za mało :( Opakowanie wystarczyło mi raptem na 5 użyć...Nie jest to zadowalający wynik dla mnie.


Peeling solny Ekoa jest bardzo tłusty w pozytywnym znaczeniu, mamy już gwarancję, że nawet wytarcie ręcznikiem nie usunie całego olejku, a skóra będzie nawilżona i dopieszczona.
Jednak siła ścierania słaba, bardziej mam uczucie masowania ciała niż usuwania naskórka, ale to tylko takie odczucie. Bo w efekcie skóra jest dokładnie oczyszczona, wygładzona, miękka w dotyku i bardzo nawilżona. Czasami po peelingowaniu skóra jest zaczerwieniona, więc widać, że działa. 

Peeling ogólnie spisał się bardzo dobrze, ale jego słaba wydajność powoduje niechęć do niego. Chociaż jeśli by używać tylko na nogi to na pewno wystarczy na dłużej :)


Używaliście kosmetyków Ekoa?
Macie swoje ulubione?
Dużo peelingów zużywacie?

Buziaki :*

sobota, 6 lutego 2016

Nowości i wygrane w styczniu

Cześć!
Sobota, weekend, ja siedzę sobie w pracy do 14.30, potem do mamy idę i wracam wieczorkiem do domu z dziećmi :) Ale oczywiście nie zostawię Was bez świeżego wpisu :) Pochwalę się tym co wpadło w moje ręce w styczniu.

Na początek zmieniłam fryzurę, ścięłam się na krótko, a więc pora była zaopatrzyć się w kosmetyki do układania włosów, czyli żel do włosów, żel w sprayu i pianka do stylizacji Taft, którą zapomniałam uwiecznić na zdjęciu :P



Miałam ochotę również na zamówienie z FM, mój wybór padł na peeling solny do ciała wanilia, który już przez złotko pachnie obłędnie!, automatyczną kredkę do oczu w kolorze Malachite Green, płyn micelarny i tusz do rzęs 3 step mascara.



Wygrane, które mi się trafiły to:
* świeca w średnim słoju o zapachu Blueberry od FabrykaŚwiecLight, wygrana na blogu Kosmetyki Bez Tajemnic 


* zestaw z bloga Zdrowa i Piękna 



To wszystko co nowego do mnie przybyło, na luty też już się zbierają nowości :)

Buziaki :*

piątek, 5 lutego 2016

Denko grudzień-styczeń

Cześć!
Dzisiaj wpadam do Was z krótkim wpisem na temat denka z przełomu grudnia i stycznia, a jutro pojawi się post z nowościami stycznia jakie się u mnie pojawiły :)



Na początek płyny do kąpieli z Avonu, które bardzo lubię za zapachy i dużą ilość piany :D
Jedynym rozczarowaniem okazał się płyn "pomarańcza i czekolada", gdyż w butelce pachniał obłędnie! natomiast po kontakcie z wodą po zapachu nie było już śladu :(



Do twarzy zużyłam:
* nawilżający tonik brzoskwinia i kwiat bawełny Avon - bardzo dobry tonik, jednak jak już zauważyłam to nie jest dostępny w ofercie :/
* żel peelingująco-wygładzający Lirene (recenzja) - lubię i polecam :)
* przeciwzmarszczkowy krem na noc Eveline (recenzja) - dobry krem nawilżający, który polubiłam i mogę polecić :)
* podwójny program liftingujący okolice oczu Avon (recenzja) - polecam :)



Inne jakie zostały wykończone to:
* spray ułatwiający rozczesywanie włosów Avon, to hit w naszym domu :)
* płyn do higieny intymnej, który od czasu do czasu kupuję zależy gdzie szybciej jestem na zakupach ;)
* mydło w płynie



Oraz zapachy:
* madagascan orchid (recenzja) - tak
* kilimanjaro stars (recenzja) - tak
* lake sunset (recenzja) - tak
* under the palms (recenzja) - nie


To wszystko co zużyłam na przełomie 2 miesięcy ;P
Jak Wasze denka?

Buziaki :*