poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Ulubieńcy marca

Cześć!
Mamy już końcówkę kwietnia, a ja przychodzę do Was z ulubieńcami marca. Jakoś wcześniej nie miałam na ten post natchnienia. Tym razem jest 6 kosmetyków, które w marcu skradły moje serce i bardzo często mi towarzyszyły, dwa z nich były już opisane na blogu, a kolejne już niedługo będą miały swoje 5 minut ;)



Na początek nieziemsko pachnący wanilią peeling do ciała FM Group (recenzja). Nawilżenie, oczyszczenie, ukojenie po ciężkim dniu. Już dawno peeling mnie tak nie oczarował jak ten. Na pewno skuszę się na tą wersję zapachową, ale mam chęć na inny aromat.



Szampon prowansalski Planeta Organica (recenzja) okazał się doskonałym szamponem do moich włosów, dawał im to co potrzebowały, dbał o nie i nie podrażnił wrażliwej skóry w okolicy czoła, a ten fakt zazwyczaj bardzo wpływa na moje zdanie o szamponie.



Paleta MUA Undress Me Too trochę już ze mną przeszła, ale w marcu najczęściej z nią wykonywałam makijaż do pracy. Dzięki niej wyczarujemy spokojnie delikatny makijaż jak i wieczorowy, mocne oko to dla niej nie problem. Cienie są bardzo dobrze napigmentowane i wytrzymują u mnie cały dzień. 



Podkład rozświetlający Rimmel Wake Me Up (100 Ivory) dostałam od znajomej. Nie byłam pewna czy odcień będzie dobry do mojej bladej twarzy, ale moje obawy były bezpodstawne. Stopił się ładnie ze skórą, drobinki dawały subtelny efekt rozświetlenia twarzy, wytrzymał cały dzień na twarzy. Nic mu nie brakuje.



Tuszy do rzęs mam już 5, i po co mi tyle? Kiedyś wystarczył 1...Ten FM Group kupiłam pod wpływem chwili, a tak, spodobał się 3w1, czyli kuszące wydłużenie, pogrubienie i uniesienie. Aż się zdziwiłam jak otrzymałam ten efekt. Szczoteczka jest nietypowa jak na te co miałam wcześniej, ale bardzo dobrze się nią operuje. Nie skleja rzęs i wytrzymuje cały dzień.



Na koniec coś od Avon, czyli CC, perełki wyrównujące koloryt skóry. W zasadzie używałam tylko pudru do wykończenia makijażu, ale skusiłam się promocją w katalogu i nie żałuję. Wszystkie są perłowe, na skórze dają delikatne ładne rozświetlenie. Mi się to podoba, bo nie lubię całkowicie matowego wykończenia. Cera wygląda na zdrowszą i promienniejszą. Całkiem niedoskonałości nie zakryją, ale jednak ładnie się prezentują na twarzy.



Znacie któregoś z moich ulubieńców?

Buziaki :*

piątek, 22 kwietnia 2016

Smokey w mojej wersji / Makijaż pod okulary minusy

Cześć!
Wczoraj się trochę nudziłam, więc zmalowałam delikatny smokey, przynajmniej w moim mniemaniu :P Jak widzicie noszę okulary, są to minusy. Jak zdołałam co nieco doczytać, wykonujemy inny makijaży pod szkła plusy, a inny pod minusy.
Dzisiaj skupimy się oczywiście na minusach.
Wychwyciłam kilka przydatnych porad, z którymi chcę się z Wami podzielić. 

Szkła "minusy" optycznie pomniejszają oczy, więc musimy zrobić coś co je powiększy.

* Najważniejsze na co musimy zwrócić uwagę to idealnie zrobione brwi, wyregulowane i podkreślone, nie znikną nam wtedy pod oprawkami
* Zanim umalujemy oczy powinnyśmy najpierw jasnym korektorem zatuszować defekty na dolnej powiece
* Warto stosować jasne cienie, w młodym wieku mogą to być perłowe lub z drobinkami brokatu, unikamy ciemnych cieni, jasne cienie nałożone w wewnętrznym kąciku oka otworzą je i powiększą, jasna kredka na linię wodną
* Okulary minusy nie lubią mocnych kresek i zaznaczonych granic, lepsze są płynne przejścia i miękkie linie, ale niekoniecznie to się zawsze sprawdza, zależy co komu pasuje :)
* Rzęsy powinny być długie i podkręcone
* Im grubsze i ciemniejsze oprawki, tym bardziej delikatny powinien być makijaż
* Im bardziej kolorowe oprawki, tym mniej widoczny powinien być makijaż pod nimi
* Cienie w kremie będą miej brudziły szkła niż te w kamieniu
* Nakładając tusz trzeba uważać aby nie było grudek, pod okularami będą one bardziej widoczne
* Ciemny eyeliner dozwolony jest tylko na górnej powiece
* Oczy mają grać główną rolę, więc usta mogą zostać w cieniu, użyjmy np. błyszczyku

To chyba tyle ile udało mi się wychwycić, a teraz przejdźmy do mojego makijażu, myślę, że wyszedł odpowiedni, przynajmniej jak przyglądam się zdjęciom, to oczy nie wydają się pomniejszone. (Wiem, jedno oko tyci gorzej pomalowane, ale zobaczyłam to dopiero na zdjęciach w komputerze).



Do tego makijażu użyłam kosmetyków:
- korektor rozświetlający Joko, J110
- podkład Magical Cover, La Luxe Paris, odcień Nude
- puder prasowany Vipera, nr 102
- paleta MUA, cienie Corrupt i Shy
- korektor do brwi 3w1, La Luxe Paris
- tusz do rzęs pogrubiający La Luxe Paris
- wodoodporny eyeliner La Luxe Paris
- błyszczyk do ust La Luxe Paris, nr 23



No i kilka fotek w całości :)






Na koniec usteczka ;)



Myślę, że jak na amatorkę dobrze wyszło ;)

Stosujecie jakieś triki pod okulary? 
Macie problem z odpowiednim makijażem oczu?

Miłego weekendu :*

środa, 20 kwietnia 2016

Yankee Candle - Vanilla

Cześć!
Ci co mnie znają, wiedzą, że uwielbiam wanilię i wszystko co ma ją w sobie :) nie umiem przejść obojętnie koło tego aromatu, tak więc musiałam sobie również sprawić wosk o zapachu wanilii.


Yankee Candle - Vanilla


Wosk z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o kwintesencji zapachu wanilii, słodkiej i aksamitnej, wyrazistej a jednak nie narzucającej się.


Nie byłam pewna czy wybrać czystą wanilię czy z jakimiś nutami, ale jednak postawiłam na jej urok sam w sobie :) W końcu ona sama w sobie jest piękna to po co zakłócać jej idealizm?


Wosk podzieliłam ogólnie na 5 części, ale tym razem każdą paliłam 2-3 razy, a dlaczego? Otóż jego intensywność i trwałość jest ogromna. 
Za pierwszym razem Vanilla mnie drażniła, na tyle, że po kilku minutach otwierałam okno, aby aromat stał się lżejszy i znośny. Jak rozumiecie, nasz "pierwszy raz" nie był zbyt udany, a ja poczułam głębokie rozczarowanie...
Ale.... jest to taka nuta, która musiała mi się spodobać i nie było zmiłuj :) Tak więc ratunkiem okazało się dwukrotne, a nawet trzykrotne palenie jednego kawałka wosku, a najlepiej dokładanie kolejnych małych porcji do wypalonego już wosku. Taki sposób okazał się idealnym wyjściem dla tego zapachu.


Wosk Vanilla okazał się strzałem w dziesiątkę! Jest bardzo ciepły, otulający, wręcz rozleniwia, chce mi się wtedy spać i śnić. 
Z czasem w tle uwalnia się jakaś perfumowana nuta, która orzeźwia aromat wanilii, wyczuwam jeszcze jakiś delikatny dodatek nut kwiatowych, co dodaje jej jeszcze większego uroku i tajemniczości.
Na szczęście nie jest to taki ciasteczkowy zapach, a raczej elegancki i klasyczny, w sam raz na odpoczynek po pracy.


Podsumowując, to zapach, który mogę Wam polecić z czystym sumieniem, myślę, że nikt się nie rozczaruje :) Vanillę możecie zakupić m.in. w sklepie Goodies.pl


Palicie woski?
Jakie aromaty lubicie?

Buziaki :*

niedziela, 17 kwietnia 2016

LashVolution - Serum do rzęs - efekty po 12 tygodniach kuracji

Witajcie!
Kurację z LashVolution rozpoczęłam 17 grudnia, o czym wspomniałam Wam w tym wpisie klik. Planowałam na początku zrobić wpisy po 4 i 9 tygodniach, jednak potem doszłam do wniosku, że zrobię tylko po 12 tygodniach, które minęły 10 marca. Obecnie minął kolejny miesiąc gdzie kurację powinno się stosować jeszcze 2-3 razy w tygodniu dla podtrzymania efektu, i tak też robiłam. Serum już się w sumie skończyło to mogę spokojnie ocenić jego działanie.


LashVolution - Serum pobudzające wzrost rzęs



Serum przybyło do mnie ładnie opakowane i jeszcze ze specjalną dedykacją dla mojej osoby. Podoba mi się taki mały, ale jakże miły akcent.


Rewolucyjna metamorfoza rzęs!
Z zamiłowania do piękna opracowaliśmy innowacyjną, zaawansowaną formułę, która sprawi, że Twoje rzęsy już po 4 tygodniach będą dłuższe, gęstsze, mocniejsze i bardziej lśniące, a Ty zyskasz zniewalające spojrzenie. Dzięki wykorzystaniu peptydów, jak również unikalnemu połączeniu substancji aktywnych serum LashVolution bezpiecznie i skutecznie stymuluje wzrost rzęs. Obecna w recepturze niacyna oraz ekstrakt z pokrzywy zwyczajnej, stosowane w preparatach przeciwko wypadaniu włosów, zapewniają długotrwałe efekty. Ekstrakt z rumianku działa regenerująco oraz bakteriostatycznie. LashVolution został również wzbogacony o ekstrakt z zielonej herbaty, który będzie działał tonizująco w miejscu nakładania serum.

Stosowanie:
W celu osiągnięcia najlepszych rezultatów, odżywkę LashVolution należy stosować codziennie wieczorem. Nakładaj ją za pomocą aplikatora na oczyszczoną skórę powieki - u nasady górnych rzęs. Chroń przed dostaniem się substancji do oczu. Nie aplikuj na dolną linię rzęs.


SKŁAD:


Serum to zmusiło mnie do regularności, z którą u mnie jest dość krucho, ale na szczęście się udało. Pominęłam tylko 2 aplikacje, myślę, że to mało w porównaniu z tak długim czasem kuracji.

Przyznam, że nie wierzyłam w jego działanie, zazwyczaj podchodzę sceptycznie do takich specyfików. Ale co zaszkodzi spróbować? Najwyżej wypadły by mi rzęsy :P 

Kurację stosuje się łatwo i wygodnie, pędzelek którym nakładamy serum leży wygodnie w dłoni, a aplikacja wyglądanie podobnie jak stosowanie eyelinera (tylko nie widać złej kreski :P) Zapach jest bardzo delikatny i ledwo wyczuwalny. 


Nie spodziewałam się spektakularnych efektów, w końcu moje rzęsy są dla mnie wystarczające jakie są, odpowiednia długość, gęstość i kolor. Chyba mniejszość jest zadowolona ze swoich rzęs, i ja w tym gronie się znajduje. Ale co jeśli będą jeszcze gęstsze i dłuższe? Jak to będzie w praktyce?


Jak widać powyżej mam podstawy by cieszyć się z moich rzęs, przynajmniej dla mnie są w sam raz. 

Co zauważyłam po całej kuracji w moich nowych rzęsach?
Stały się zdecydowanie:
- grubsze
- gęstsze
- ciemniejsze
- twardsze
Nie wierzycie? Oto dowód :) Starałam się jak najlepiej wszystko uchwycić :)
To są oczywiście plusy, z którymi nie zamierzam dyskutować, nawet jak nie pomaluję rzęs to są one widoczne i mogą żyć własnym życiem :) 
Żeby nie było tak kolorowo, są też minusy, o których napiszę dalej.




Jak widać na moim przykładzie można osiągnąć za dużo. Dlaczego uważam, że za dużo? 
Już wyjaśniam. Otóż obecna długość przeszkadza w noszeniu okularów, ale tylko wtedy, gdy są pomalowane tuszem do rzęs. Ciągle ocierają mi się o szkła. Ale nie czepiajmy się takich szczegółów, skoro miałam dobre rzęsy mogłam nie używać serum i bym nie narzekała, czyż nie? To jest tylko fakt, na który chciałam zwrócić uwagę, a o którym nigdzie przedtem nie czytałam.

Przeczytałam kiedyś na FB, że takie sera do rzęs doprowadzają do pogorszenia wzroku. Chciałabym w tej kwestii coś powiedzieć. Mianowicie to, że mój wzrok nie uległ przez to pogorszeniu.
Owszem zmieniłam szkła z -0,25 na -0,5, ale to dlatego, że już przed kuracją zauważyłam pogorszenie wzroku i zapisałam się na wizytę, która tylko moje obawy potwierdziła.


Minus na który zamierzam zwrócić uwagę to podrażnienie powiek, które pojawiło się jakoś w połowie stosowanie kuracji. Dokładnie chodzi o to, że szczypało mnie w miejscu gdzie nakładałam serum, działo się to podczas demakijażu. Uprzedzę, to nie wina płynu do demakijażu czy tuszu do rzęs, bo tych kosmetyków nie zmieniałam, a samo lekkie pieczenie podczas demakijażu pojawia się tylko w miejscu gdzie aplikowałam serum i dzieje się to jeszcze do tej pory, choć już dyskomfort staje się coraz mniejszy.


Podsumowując, jestem bardzo zadowolona z efektów jakie zauważyłam, jednak dyskomfort jaki zauważyłam w połowie kuracji dyskryminuje zakup takiego serum. 
Nie wiem czy u kogoś coś takiego wystąpiło, bo czytając niektóre opinie o niczym takim nie słyszałam, albo ktoś po prostu ten fakt pominął uznając go za niekoniecznie interesujący.

FB LashVolution - klik
Strona LashVolution - klik


Ktoś z Was stosował tą kurację albo inne podobne?
Jakie uzyskaliście efekty?
Były jakieś minusy kuracji czy same plusy?
Co sądzicie o takich kuracjach? Są lepsze niż dorabianie rzęs albo stosowanie sztucznych?

Buziaki :*

środa, 13 kwietnia 2016

FM Group - Peeling solny do ciała Wanilia

Cześć!
Wiem, że dzisiaj środa i powinno być pachnąco, ale ostatnio nie paliłam wosków, więc na szybko nie będę tego robić, muszę dobrze powąchać i wyrobić sobie opinię. 

Tymczasem postanowiłam napisać co nieco o ciekawym peelingu, do tego w mojej ulubionej wersji zapachowej <3


FM Group - Peeling solny do ciała Wanilia


Zawarte w peelingu kryształki soli usuwają martwe komórki naskórka, a warstwa olejowa nawilża i delikatnie natłuszcza. Dzięki silnemu działaniu ścierającemu kryształków soli peeling pobudza mikrokrążenie i oczyszcza nskórek z toksyn. Dodatkowo składniki mineralne, w które obfituje sól, poprawiają kondycję skóry.

SKŁAD:
Sodium Chloride, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Parfum, BHT (przeciwutleniacz), Tocopheryl Acetate

*  olej ze słonecznika tworzący warstwę olejową nawilża i delikatnie natłuszcza ciało 
*  witamina E o właściwościach przeciwutleniających spowalnia proces starzenia się skóry


Dziwnym trafem nie ma nic w składzie z wanilii, widać "parfum" robi swoje w tym peelingu...

Pojemność: 250 ml
Cena: ok. 30 zł

Jak go kupowałam to była promocja, coś ok. 18 zł zapłaciłam. Ten zapach najbardziej mnie interesował, dostępne są jeszcze: werbena, brzoskwinia, kwiat wiśni, paczula. Cała seria Spa Senses składa się z soli do kąpieli, świecy zapachowej, peelingu solnego, masła do ciała oraz żelu pod prysznic. Ja póki co skusiłam się na peeling solny, który jest dzisiejszym bohaterem wpisu :)


Peeling otrzymujemy w plastikowym słoiczku z metalową zakrętką. Dodatkowo zabezpieczony sreberkiem, żadnych przecieków ani poprzedniego macania ;) Aspekt techniczny bardzo mi odpowiada, na słoiczku mamy wszystkie informacje, które nas interesują. Tak do końca nie lubię słoiczków, wolę tubki, choć tutaj takie rozwiązanie jest bardzo dobre  i wygodne. Słoiczek odkręcam i stawiam na wannie, nabieram palcami i aplikuję na ciało, całe ciało :D

Peeling solny FM uwodzi przepięknym waniliowym zapachem. Jestem nim wręcz oczarowana, miłość od pierwszego powąchania! (Oj taką świecę bym paliła bez przerwy, tylko jakby to pozostali domownicy znieśli?) Szczerze mówiąc mężowi zapach się spodobał, jeszcze bardziej się tulił po kąpieli ^^ Woń wanilii jeszcze długo utrzymuje się na ciele, do następnego poranka spokojnie, albo i południa. 

Konsystencja najprościej mówiąc to połączenie oleju z solą. Gdzie drobinki soli są małe i niezbyt ostre, okaże się świetnym produktem dla skóry wrażliwej. Peeling jest nieco rzadki, więc trzeba uważać z nakładaniem na skórę, bo może nam uciekać. Zanim go zastosujemy konieczne jest wymieszanie, aby sól z olejem dobrze się połączyła. Na koniec zostało mi więcej oleju to wlałam go do wanny :)


Peeling jest dość tłusty, lepsze efekty ścierające otrzymamy aplikując go na suchą skórę, jest wtedy większa siła tarcia oraz olejek bardziej wchłania się w skórę. Jednak nie ujmujmy działania na mokrą skórę :) Faktem jest, że olejek wtedy nieco utrudnia ścieranie, ale jest ono i tak bardzo dobre. 
Skoro to peeling solny, nie stosujmy go w ogóle po depilacji, bo pieczenie mamy murowane, ale o tym już pamiętam ;) 


Muszę powiedzieć, że uwielbiam ten peeling i aż serce boli, że już mi się skończył :( Bo jego działanie było bardzo dobre i oszczędne. Oszczędność polegała na tym, że po kąpieli zbędne było używanie masła czy balsamu, bo skóra była gładka, miękka i bardzo nawilżona. Peeling pozostawiał tłusty film na skórze, ale wytarcie ręcznikiem zostawiało już odpowiednią ilość "natłuszczacza" i pozwalało na cieszenie się delikatną skórą.
Wspomnę również o aspekcie aromaterapii. Kąpiel i unoszący się w łazience zapach wanilii odprężało ciało i zmysły. Z wanny wychodziłam zrelaksowana i pełna nowej energii, otulona ciepłem i rozluźniona, bez żadnego stresu. Jak najbardziej genialny sposób na uspokojenie po ciężkim dniu. 
Ponadto świetnie sprawdził się do stóp. Masaż stópek tym peelingiem to chwila relaksu, działał kojąco i odświeżająco, skóra była idealnie gładka.
Wydajność uważam za plus, wystarczył mi na jakieś 1,5 miesiąca, stosowany 2-3 razy w tygodniu na całe ciało.


Podsumowując, jestem mega zadowolona z działania i wiem, że kupię go ponownie, zastanawia mnie zapach werbeny i kwiatu wiśni.
Nie mam chyba do czego się przyczepić, no może cena, ale to kwestia indywidualna :)

Używaliście kosmetyków FM?
Znacie ten peeling?

Buziaki :*

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Marcowe nowości!

Witajcie!
Miałam zrobić wpis z denkiem, ale na pierwszy rzut pójdą jednak nowości jakie się u mnie pojawiły w marcu. Wszystko kupiłam, poza jedną wygraną :)




Zamówienie z Avonu
- Płyny do kąpieli - Biała róża i Orchidea, Soczyste mango
- Woda perfumowana Rare Pearls 
(kategoria: kwiatowa, nuty zapachowe: magnolia, drewno różane, sandałowiec)
- Mleczna kąpiel do stóp z solą z Epsom
- 2 x Spray ułatwiający rozczesywanie włosów
- Mydło w płynie Heaven Harmony z wit. E
- Żel pod prysznic Amazon Jungle
- Szampon i odżywka Wesołe Jabłko
- Płyn do mycia ciała i do kąpieli Wirująca Truskawka





Zamówienie ze strony ilesduvent.com
- Peeling - maska do twarzy




Zakupy w okolicznej drogerii:
- Ziaja: tonik witaminowy, maska kojąca x2, maska nawilżająca x2, bio-żel pod oczy i na powieki kojący ze świetlikiem
- Apis: rewitalizująca sól do kapieli
- On Line: sól pieniąca do kąpieli
- Joanna: brylantyna w żelu (tak to jest jak się człowiek spieszy i zamiast żelu do włosów kupuje brylantynę :P)
- Vipera Cosmetics: puder prasowany nr 102






Zakupy na Goodies.pl:
- Natura Siberica: szampon do włosów suchych, ochrona i odżywienie
- Makeup Revolution: róż Treat
- Yankee Candle: wosk Vanilla




Wygrana z bloga Kosmetyki W Moim Świecie:
- Aktywny krem na dzień SPF15 o przedłużonym działaniu Hydro Laser - Ava Laboratorium


Już chyba nic więcej w marcu się nie pojawiło, starałam się na bieżąco robić fotki jak tylko moje zakupy były w domu. 
Znacie coś z moich nowości? Używaliście?

Buziaki :*

czwartek, 7 kwietnia 2016

Planeta Organica - Szampon prowansalski regeneracyjny do wszystkich rodzajów włosów

Cześć!
Coś ostatnio zaniedbuję bloga :/ może wiosna zmieni ten fakt i będzie lepiej? Dziś i jutro mam wolne to mam zamiar nadrobić Wasze blogi, bo dawno na nich nie bywałam...

Wiele z Was było ciekawych jak ten szampon, o którym dzisiaj postanowiłam napisać, się sprawdził. Jest on już zdenkowany, więc spokojnie opinia dobrze wyrobiona :)

Szampon ten to mój drugi kosmetyk Planeta Organica, wcześniej używałam scrubu do ciała (recenzja), który bardzo przypadł mi do gustu. 


Planeta Organica - Szampon prowansalski regeneracyjny do wszystkich rodzajów włosów



Delikatny klimat Prowansji i jej urodzajna ziemia darują nam bogaty wybór ziół od dawna stosowanych w pielęgnacji włosów. Niezwykły skład tego szamponu to olej z pestek winogron i  ekstrakty z 6 prowansalskich ziół. Tworząc ten szampon oparliśmy się na starej prowansalskiej recepturze.
Zawiera certyfikowane organiczne składniki
Nie zawiera SLS i parabenów.
Skład INCI: Aqua with infusions of Organic Vitis Vinifera Seed Oil, Lavandula Angustifolia Flower Oil (lawenda), Organic Mentha Piperita Leaf Extract , Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract (rozmaryn), Origanum Vulgare Leaf Extract (oregano), Malva Sylvestris Leaf Extract (malwa), Origanum Majorana Leaf Extract (majeranek); Magnesium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Decyl Glucoside, Glycol Distearate, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Sodium Chloride, Parfum, Citric Acid.

Składniki aktywne: 
Olej z pestek winogron (Organic Vitis Vinifera Seed Oil) - zawierają witaminy  A, B, C, E i PP, proteiny, naturalny chlorofil, a także kwasy tłuszczowe- wszystko to sprzyja rekonstrukcji struktury  włosa,  nasyceniu go ważnymi makro i mikroelementami, a także dodaniu włosom blasku i jedwabistego połysku. 
6 prowansalskich ziół (lawenda,rozmaryn, oregano, malwa, majeranek, mięta)  - zawierają  olejki eteryczne, organiczne kwasy, enzymy, witaminy i mineralne substancje, które odnawiają i wzmacniają strukturę uszkodzonych włosów. 
Mięta (Organic Mentha Piperita Leaf Extract)  – bogata w witaminy C i P, karoten i sole mineralne, przeciwdziała wypadaniu włosów i przyspiesza ich wzrost.
pojemność: 280 ml

Szampon trafił do mnie zamówiony ze sklepu Goodies.pl, czytając opis skusiłam się i nie pożałowałam wyboru. Niestety obecnie produkt ten nie jest dostępny na stronie sklepu.

Zaczniemy jednak od sprawy technicznej, czyli wygodnego używania poprzez zastosowanie pompki i jak dla mnie jest to najwygodniejsza forma aplikowania szamponu. Pompka do samego końca działała bez problemu, nie zacinała się ani nie zapychała. Szata graficzna prosta, czytelna i miła dla oka. Z tyłu opakowania nalepka w wersji polskiej z niezbędnymi informacjami. 

Szampon prowansalski jest koloru lekko zielonego, do tego ma bardzo przyjemny i słodki zapach, który długo nie utrzymuje się na włosach, na pierwsze nuty wybija mi się malwa, winogrona i odrobina mięty. Konsystencja lekko rzadka, ale nie spływa z dłoni i włosów, dobrze się pieni.


Moje włosy obecnie są krótkie, codziennie układane żelem i żelem w sprayu, czasami stosuję lokówko-suszarkę. W takim wypadku myję włosy zwykle codziennie lub co drugi dzień. Na szczęście nie mam łupieżu, ale za to wrażliwą skórę w okolicy czoła. 

Jak sprawdził się szampon prowansalski u mnie?
Po pierwsze co zauważyłam i na co zwracam szczególną uwagę to brak puszenia i obciążenia. Włosy są puszyste, miękkie, miłe w dotyku. Po tym szamponie lubię sobie gładzić włosy dłońmi, bo są takie milutkie :D
Po drugie dobrze się pieni i oczyszcza, choć do oleju jak zwykle muszę zastosować 2 mycia, tak do usunięcia żelu wystarczy 1 mycie. Jest delikatny, ale jednak skuteczny.


Problemu z wypadaniem włosów nie ma, więc w kwestii zmniejszenia tego problemu się nie wypowiem, jednak co zauważyłam to mocniejsze włosy, nawilżone, odbite u nasady, lekko błyszczące, odświeżone. Na dodatek włosy bardzo dobrze się rozczesują i nie plączą (sprawdzone na włosach starszej córki, która ma je bardzo długie). 
Co najważniejsze również, to fakt, że nie podrażnił mi skóry w okolicy czoła i jej nie wysuszył, co dosyć często się zdarzało przy niektórych szamponach. 


Szampon prowansalski regeneracyjny był moim ulubieńcem i z chęcią do niego ponownie wrócę. 
Jego cena waha się w granicach 20 zł, więc w porównaniu z wydajnością jest odpowiednia, bo służył mi ponad miesiąc, przy prawie codziennym myciu.

Używaliście już tego szamponu lub innych Planeta Organica?
Byliście z niego zadowoleni? A może okazał się bublem?
Czekam na Wasze komentarze :)

Buziaki :*