wtorek, 12 marca 2019

Nicholas Sparks - Z każdym oddechem

Hej!
Zaczynając od pierwszego wpisu po tak długiej przerwie, chcę napisać kilka słów o książce, którą jakiś czas temu przeczytałam, a wystawienie jej opinii siedziało we mnie do tej pory.

Nicholas Sparks "Z każdym oddechem"




Zakup tej książki to był impuls, choć może nie do końca. Koleżanka z pracy wspomniała o niej po zakupach w Empik, została jej zaproponowana jako promocja za 19,99 zł, ale nie kupiła. Postanowiłyśmy przeczytać opinie o niej. Szczerze mówiąc, z twórczością Sparksa dotychczas się nie spotkałam. Czytamy i widzimy pozytywne komentarze, ok spodobała nam się, opis z okładki też zapowiada ciekawą historię. Skusiłam się i kupiłam. 

 Czytam wstęp i czuję zachwyt! Widzę potencjał. Oczami wyobraźni już niemal sama napisałam książkę. Tych kilka słów od autora co skłoniło go do napisania tej powieści obyczajowej wzbudziło moje zainteresowanie, że niemal padłam z wrażenia. 
Jeden list w Bratniej Duszy tak pięknie napisany, że Sparks postanawia odnaleźć autora i poznać bliżej historię dwojga zakochanych w sobie ludzi - czyż to nie interesujące? Już samo zastanawianie się co było w liście i co za tym idzie domysł, że uczucie było piękne. 


Jakież było moje rozczarowanie! Im bardziej się zagłębiałam w treść tym było nudniej, no czyste flaki z olejem, tak samo powiedziałam znajomej. Czytam i czytam, czekam na jakąś akcję i nic... 



Tru i Hope spotykają się na plaży, mieszkają obok siebie,  rozmawiają, trochę kawa w barze, trochę wina u niej. Jak dobrze pamiętam, COŚ się zaczęło dziać około 160 strony...prawie połowa książki... 

Ona ma faceta, on po rozwodzie. Ona marzy o dzieciach, on ma syna i więcej dzieci mieć nie może.
Nie widzę w tej powieści burzy uczuć, spontanicznych zachowań, wszystko jakby przemyślane z obu stron, każde podchodzi z dystansem. Nawet byłam zaskoczona, że do czegokolwiek między nimi doszło. Bo gdybym ja miała tak nawiązać romans to by nigdy nic się nie stało! 
Za dużo tam opisów krajobrazu, a za mało skupienia na uczuciach dwojga ludzi, którzy dokonali nie takich wyborów jakby się oczekiwało. 
Nagle skok o dwadzieścia kilka lat później... Każde z nich ma swoje życie, swoją historię, a to co się działo "pomiędzy" zostało pozostawione domysłom. Nie lubię tego, chciałabym wiedzieć co robili, jakie uczucia się w nich kłębiły, czy były okazje do spotkań... 
Wiadomo, że takie romanse mają dobre zakończenie i ono samo w sobie mi się podoba, ale treść zupełnie nudna. 



Przypadkowe spotkanie dwojga ludzi, które może stać się dla nich szansą na szczęście, mimo tysięcy kilometrów, upływu lat i słodko-gorzkich wyroków losu…

Wśród złocistych piasków plaż Karoliny Północnej ukryte jest wyjątkowe miejsce – samotna skrzynka pocztowa, nazwana Bratnią Duszą. Należy do wszystkich i do nikogo. Każdy może zostawić w niej swoją historię i każdy może odnaleźć w niej historię napisaną specjalnie dla niego… To miejsce, w którym mogą się spotkać ludzie rozdzieleni przez czas i przestrzeń…
Odwiedzają je pewnego wrześniowego popołudnia 1990 roku Tru i Hope. Spotkali się zaledwie dzień wcześniej. On przyjechał poznać swojego umierającego ojca. Ona – na ślub przyjaciółki. On jest przewodnikiem safari w Zimbabwe. Ona – rozczarowaną swoim życiem pielęgniarką. To, co zacznie się między nimi na skąpanej w słońcu plaży, już zawsze każe im wracać myślami do Bratniej Duszy…





To moje pierwsze spotkanie z twórczością Nicholasa Sparksa i mam nieodparte wrażenie, że już ostatnie. Nie będzie z tego dobrego związku. Mam nauczkę na przyszłość żeby nie wierzyć w pochwalne opinie w internecie, jak widać są one bardzo zwodne. Jeżeli ktoś pisze, że książka była rewelacyjna, jest tam sporo akcji i emocji, to przyznam szczerze, że czytaliśmy inne książki. Nie ma tam akcji, emocji ledwo co, a rewelacja żadna. Zmarnowałam 19,99 zł i sporo czasu żeby ją przeczytać, był to zmarnowany czas i pieniądze. Koleżanka mówiła, że powinnam sobie odpuścić i już nie czytać, ja jednak chciałam dotrwać do końca, gdzieś w środku tliła się nadzieja, że jednak będzie dobrze, ale nie było.

Choć przepraszam, moment, widziałam film na podstawie jego książki pt. "Pamiętnik". Przyznam, że ekranizacja bardzo przypadła mi do gustu.



Spotkaliście się z twórczością Nicholasa Sparksa? 
Jak Wasze wrażenia?
A może czytaliście "Z każdym oddechem" i macie odmienne zdanie do mojego?


Buziaki :*

8 komentarzy:

  1. Kiedyś uwielbiałam Sparksa i łykałam jego książki. Teraz jakoś ciężej mi idą i znacznie bardziej lubię się z dramatami, kryminałami i thrillerami ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam. Ja ogólnie uwielbiam książki tego autora i chyba wszystkie mam już przeczytane ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie jetem fanką Sparksa. Nie mogę przejść przez nie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawa tematyka bloga. Będę z pewnością śledził.

    OdpowiedzUsuń
  5. Przyjemnie się czyta, liczę na więcej takich wpisów :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam taką tematykę. Na pewno w wolnym czasie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie słyszałam o tej książce. Ciekawa recenzja.

    OdpowiedzUsuń
  8. Znam książki, ale częściej sięgam po ekranizację.

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli już tu jesteś - skomentuj, na pewno cię odwiedzę.
Jeśli blog ci się spodoba - dołącz do obserwatorów.