sobota, 4 maja 2019

Georgia Cates - "Piękno bólu" /// "Piękno oddania"

Witam w sobotni wieczór :)



Dziś kolejna recenzja, tym razem 2 książki w jednej opinii. Przeczytałam jedną po drugiej i bez sensu rozdzielać to na dwa wpisy :)
"Pięno bólu" zakupiłam sama, natomiast "Piękno oddania" otrzymałam do recenzji od Wydawnictwo Niezwykłe.


Georgia Cates - Piękno bólu


stron 335
oprawa miękka
romans i erotyka

Przyznaję, że lubię historie miłosne z seksem w tle. Jakaś gra między kochankami, zasady, które ktoś zawsze chce złamać i dobry humor. Tu miałam wszystko co chciałam. Jak czytałam to mega przepadłam, nie byłam w stanie się oderwać, ale musiałam, wyspać się też trzeba :)

Zasada bardzo prosta. Umówili się na 3 miesiące miłego spędzania czasu, gdzie Jack McLachlan będzie traktował Laurelyn Prescott jak księżniczkę. Poza tym nie ma opcji żeby znali swoje prawdziwe imiona, gdyż po tym czasie Jack nie chce mieć żadnych zobowiązań. Gdy się poznali McLachlan już czuł wewnętrznie, że Laurelyn jest zupełnie inna od pozostałych 12 kobiet z którymi się spotykał. Jest zadziorna z dużym poczuciem humoru, choć ma swoje tajemnice i ciężkie życie za sobą. Otwiera się przed nim stopniowo, czuje, że nie musi przed nim udawać, jest swobodna i szczera. Z czasem okazuje się, że mimo wszystko, zakochuje się w Lachlanie i nie jest jej z tym faktem łatwo.
McLachlan rozpieszcza swoją księżniczkę na wszystkie sposoby jakie zna. Sprawia, że w łóżku Laurelyn czuje się niesamowicie i lubi mu się odwdzięczać. Chcąc nie chcąc zakochuje się w pannie Prescott jednak ciągle to uczucie wypiera i nie chce uwierzyć, że może kochać.
Przypadkowo oboje poznają swoje imiona, ale nie dają po sobie tego poznać. Ponad 2 miesiące wspólnego mieszkania sprawia, że nie chcą się rozstać. Niestety przychodzi czas by każde poszło w swoją stronę - tego wymagała zawarta między nimi umowa. Ona wyznaje mu miłość, a on? Nie robi nic! Wkurzyłam się w tym momencie. Mieli spędzić ze sobą jeszcze jeden dzień, niestety Laurelyn postanowiła odejść szybciej, nie byłaby w stanie się pożegnać. Liczyła, że on będzie próbował ją zatrzymać, tak się niestety nie stało...
Końcówka sprawiła, że płakałam. Byłam zła, że żadne z nich nie próbowało nic zrobić, odpuścili tak łatwo, jednak bardzo wewnętrznie cierpieli. 

"Całe życie wiedziałam, co to ból, ale to coś zupełnie nowego. To uczucie nie zrodziło się z czegoś złego albo wstrętnego. Ten ból ma swoje źródło w pięknie - w mojej miłości do Jacka Henry'ego McLachlana.Pozwalam sobie go poczuć. Trzymam ten ból obiema rękami tak maocno, jak tylko potrafię, bo nigdy nie chcę zapomnieć miłości, którą czuję do tego mężczyzny.Miłość do niego już zawsze będzie Pięknem Bólu."

....................................................................................................

Georgia Cates - Piękno oddania


stron 324
oprawa miękka
romans i erotyka

Początek to huśtawka emocjonalna obu bohaterów. 

Ona wróciła do swojego świata by robić karierę, którą "zawiesiła" uciekając do Australii. Cierpi ogromnie gdyż zostawiła miłość swojego życia. Każda jej piosenka mówi o Jack'u McLachlanie, nie potrafi o nim zapomnieć, jest rozdarta, stopniowo godzi się z ciężkim losem.
On szuka jej już 3 miesiące! Już nie wie co ze sobą począć. Nawet postanowił poszukać numeru 14, ale mu nie wychodzi. W końcu detektyw trafia na jej ślad! Jest szczęśliwy i nie może się doczekać spotkania. Idzie na jej koncert z prezentem, dostaje się za kulisy, staje przed drzwiami jej pokoju i co widzi? Jak ona całuje się z kolegą z zespołu, który cały koncert rozbierał ją wzrokiem!!!

Co dalej? Musicie przeczytać sami :)

Powiem, że do tego momentu działo się dość sporo. Ogrom emocji, oczekiwanie, napięcie. Później wiele spraw potoczyło się za łatwo i za szybko, seksu o wiele więcej niż w pierwszej części, którego moim zdaniem mogło być mniej. Spodziewałam się więcej trudności, chaosu, próby zdobywania się wzajemnie, trudnych wyborów.
Jedno co mnie bardzo zachwyciło to niesamowita zmiana Jack'a z zatwardziałego kawalera w kochającego do bólu faceta. Jego przemiana jest tu dużym plusem.

Niestety tak jak "Piękno bólu" mnie zachwyciło, tak już "Piękno oddania" rozczarowało. Aczkolwiek warto przeczytać aby dowiedzieć się jak dalej rozwinie się historia. Czekam na 3 część i mam nadzieję, że będzie o wiele lepsza.

"- Oddajesz mi wszystko, co twoje, a ja nie wyobrażam sobie niczego piękniejszego. Kiedyś myślałam, że będziesz dla mnie pięknem bólu, ponieważ sądziłam, że więcej cię nie zobaczę. Teraz jesteś jednak czymś zupełnie innym, moim pięknem oddania, bo oddajesz mi wszystko, kim kiedykolwiek byłeś, żeby stać się całkowicie mój."

Historia tych dwojga pokazuje nam, że wszystko zależy tylko i wyłącznie od naszych wyborów. To jakie życie będziemy wiedli to nasza zasługa. Czy chcemy żyć w szczęściu i miłości, czy rozpaczy i tęsknocie? Nie wszystko jest łatwe, ale wspólne dążenie przed siebie daje wiarę i poczucie, że możemy zrobić co tylko chcemy dzięki sile naszej miłości.




Czytaliście "Piękno bólu" i "Piękno oddania"?
Jakie są waże odczucia po przeczytaniu obu książek?
Polecicie coś w podobnej tematyce?

Buziaki :*

wtorek, 30 kwietnia 2019

Zuzanna Marczyńska - Wrócić do siebie

Hej!

Miało mnie być więcej, a jak zwykle wychodzi co innego. Jednak recenzje otrzymanych książek same się nie napiszą, a przeczytanie do czegoś zobowiązuje. Dlatego dzisiaj mam dla Was kilka słów o dość nietypowej książce, która mnie zaskoczyła i zdziwiła. 


Zuzanna Marczyńska - "Wrócić do siebie"


Stron 656
Oprawa miękka

Zacznę od tego, że nie pamiętam kiedy czytałam książkę, która ma ponad 600 stron. Taka liczba może być plusem i minusem zarazem. 

Rianna - pani naukowiec, Birk - artysta włóczęga i Locke - prezes milionowej firmy. Trzy zupełnie inne osoby z różnych światów, których losy wzajemnie się przeplatają. 

Najbardziej z tej trójki irytował mnie chyba Birk. Taki lekkoduch, gdzie go powiało tam szedł, robił co chciał i kiedy chciał. Co miejscówka to inna kobieta. Biedak nie mógł sie powstrzymać, była okazja to korzystał. 
Jednak Rianna była dla niego przystanią, to ją miał wpisaną w paszport jako osobę, którą należy powiadomić w przypadku choroby, to ona zawsze na niego wiernie czekała, to ona była przyjaciółką i z czasem okazała się miłością. 
I między nimi wkradł się pan prezes Landsmann. Facet tak sztywny, że aż kołek przy nim wysiadał. Postać, której twarz w moim mniemaniu jest jak kamień. Ta pewność siebie i arogancja aż podnosiły ciśnienie. Spodobała mu się broszka Rianny, którą ona dostała od Birka i od tego się wszystko zaczęło...


Kunszt pisarski pierwsza klasa. Cała opowieść dopracowana w najmniejszym szczególe, bohaterowie bardzo wyraźnie przedstawieni. Niby banalna opowieść o miłości (czytając opis z tyłu okładki), a okazuje się bardzo zaskakująca. Przemyślane intrygi, które pokazują do czego zdolny jest człowiek w imię miłości. 
Zaskakujący w tym wszystkim jest wątek homoseksualny, który na początku sprawił, że nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. No zaskoczył mnie, zresztą jak i samych bohaterów. Sceny seksu są tak naturalnie opisane, normalnym językiem, bez koloryzowania, szczere i nie wulgarne, że czasami aż ich brakowało. 

Czytając powieść myślimy, że wiemy jak się skończy, jak potoczą się losy bohaterów. Nagle pani Zuzanna Marczyńska sprawia, że wszystko jest inaczej, już nie wiesz nic. Napięcie, rodzące się uczucia, szukanie siebie, ucieczka, próba innego życia - nie są takie łatwe jakby się tego chciało.

Jak na debiut pisarski jest bardzo dobrze i przyznam, że będę czekać na kolejne książki autorki. Nie ma opcji na nudę podczas czytania :)

Polecam! 
Coś innego niż do tej pory miałam w dłoniach :)

Mieliście styczność z tą powieścią? Może macie ochotę przeczytać? 

Buziaki :*

wtorek, 12 marca 2019

Nicholas Sparks - Z każdym oddechem

Hej!
Zaczynając od pierwszego wpisu po tak długiej przerwie, chcę napisać kilka słów o książce, którą jakiś czas temu przeczytałam, a wystawienie jej opinii siedziało we mnie do tej pory.

Nicholas Sparks "Z każdym oddechem"




Zakup tej książki to był impuls, choć może nie do końca. Koleżanka z pracy wspomniała o niej po zakupach w Empik, została jej zaproponowana jako promocja za 19,99 zł, ale nie kupiła. Postanowiłyśmy przeczytać opinie o niej. Szczerze mówiąc, z twórczością Sparksa dotychczas się nie spotkałam. Czytamy i widzimy pozytywne komentarze, ok spodobała nam się, opis z okładki też zapowiada ciekawą historię. Skusiłam się i kupiłam. 

 Czytam wstęp i czuję zachwyt! Widzę potencjał. Oczami wyobraźni już niemal sama napisałam książkę. Tych kilka słów od autora co skłoniło go do napisania tej powieści obyczajowej wzbudziło moje zainteresowanie, że niemal padłam z wrażenia. 
Jeden list w Bratniej Duszy tak pięknie napisany, że Sparks postanawia odnaleźć autora i poznać bliżej historię dwojga zakochanych w sobie ludzi - czyż to nie interesujące? Już samo zastanawianie się co było w liście i co za tym idzie domysł, że uczucie było piękne. 


Jakież było moje rozczarowanie! Im bardziej się zagłębiałam w treść tym było nudniej, no czyste flaki z olejem, tak samo powiedziałam znajomej. Czytam i czytam, czekam na jakąś akcję i nic... 



Tru i Hope spotykają się na plaży, mieszkają obok siebie,  rozmawiają, trochę kawa w barze, trochę wina u niej. Jak dobrze pamiętam, COŚ się zaczęło dziać około 160 strony...prawie połowa książki... 

Ona ma faceta, on po rozwodzie. Ona marzy o dzieciach, on ma syna i więcej dzieci mieć nie może.
Nie widzę w tej powieści burzy uczuć, spontanicznych zachowań, wszystko jakby przemyślane z obu stron, każde podchodzi z dystansem. Nawet byłam zaskoczona, że do czegokolwiek między nimi doszło. Bo gdybym ja miała tak nawiązać romans to by nigdy nic się nie stało! 
Za dużo tam opisów krajobrazu, a za mało skupienia na uczuciach dwojga ludzi, którzy dokonali nie takich wyborów jakby się oczekiwało. 
Nagle skok o dwadzieścia kilka lat później... Każde z nich ma swoje życie, swoją historię, a to co się działo "pomiędzy" zostało pozostawione domysłom. Nie lubię tego, chciałabym wiedzieć co robili, jakie uczucia się w nich kłębiły, czy były okazje do spotkań... 
Wiadomo, że takie romanse mają dobre zakończenie i ono samo w sobie mi się podoba, ale treść zupełnie nudna. 



Przypadkowe spotkanie dwojga ludzi, które może stać się dla nich szansą na szczęście, mimo tysięcy kilometrów, upływu lat i słodko-gorzkich wyroków losu…

Wśród złocistych piasków plaż Karoliny Północnej ukryte jest wyjątkowe miejsce – samotna skrzynka pocztowa, nazwana Bratnią Duszą. Należy do wszystkich i do nikogo. Każdy może zostawić w niej swoją historię i każdy może odnaleźć w niej historię napisaną specjalnie dla niego… To miejsce, w którym mogą się spotkać ludzie rozdzieleni przez czas i przestrzeń…
Odwiedzają je pewnego wrześniowego popołudnia 1990 roku Tru i Hope. Spotkali się zaledwie dzień wcześniej. On przyjechał poznać swojego umierającego ojca. Ona – na ślub przyjaciółki. On jest przewodnikiem safari w Zimbabwe. Ona – rozczarowaną swoim życiem pielęgniarką. To, co zacznie się między nimi na skąpanej w słońcu plaży, już zawsze każe im wracać myślami do Bratniej Duszy…





To moje pierwsze spotkanie z twórczością Nicholasa Sparksa i mam nieodparte wrażenie, że już ostatnie. Nie będzie z tego dobrego związku. Mam nauczkę na przyszłość żeby nie wierzyć w pochwalne opinie w internecie, jak widać są one bardzo zwodne. Jeżeli ktoś pisze, że książka była rewelacyjna, jest tam sporo akcji i emocji, to przyznam szczerze, że czytaliśmy inne książki. Nie ma tam akcji, emocji ledwo co, a rewelacja żadna. Zmarnowałam 19,99 zł i sporo czasu żeby ją przeczytać, był to zmarnowany czas i pieniądze. Koleżanka mówiła, że powinnam sobie odpuścić i już nie czytać, ja jednak chciałam dotrwać do końca, gdzieś w środku tliła się nadzieja, że jednak będzie dobrze, ale nie było.

Choć przepraszam, moment, widziałam film na podstawie jego książki pt. "Pamiętnik". Przyznam, że ekranizacja bardzo przypadła mi do gustu.



Spotkaliście się z twórczością Nicholasa Sparksa? 
Jak Wasze wrażenia?
A może czytaliście "Z każdym oddechem" i macie odmienne zdanie do mojego?


Buziaki :*