niedziela, 5 marca 2017

Delinsky, Krentz, Palmer - książki lutego

Hej!
Wiecie, że moje zaniedbanie bloga wynika z czytania książek. Dzisiaj przedstawię Wam 7, które przeczytałam w ostatnie 2 tygodnie lutego, poprzednich jakoś nie sfotografowałam, ale teraz będę robić to na bieżąco :) 

Jako wielbicielka horrorów Grahama Mastertona nigdy nie myślałam, że przerzucę się na coś lekkiego jak romans, przyznam szczerze - romans dla mnie to była zbyt łatwa lektura, gdzie od początku wiadomo jak wszystko się skończy. Ale człowiek się starzeje i jak widać zmienia preferencje, na razie horrory poszły w odstawkę. 

Jako pierwszą zaczęłam w ogóle czytać Dianę Palmer, poleciła mi ją znajoma gdy zobaczyła jak zaczytuję się w horrorze w pracy :P Powiedziała, że czyta się ją lekko, przyjemnie i błyskawicznie. I wiecie co? Miała rację, mogę przeczytać 1 dziennie i ciągle mi mało, zaraz się dziwię czemu już skończyłam :D

Bibliotekę okupuję regularnie, zazwyczaj raz w tygodniu idę po 3-4 książki. Nie było raz Palmer to wypożyczyłam panią J.A. Krentz, mistrzynię thrillera romantycznego. Czyta się ją bardzo dobrze, nie zawsze tak lekko, ale podoba mi się towarzystwo ze zdolnościami parapsychologicznymi, detektywi i oczywiście wątek miłosny.

Barbara Delinsky trochę mnie rozczarowała, choć też łatwo się czytało, aż za łatwo, ale wzięłam do ręki dopiero jeden jej tytuł i chcę spróbować jeszcze raz.


Diana Palmer:

* Spragnieni miłości

„Założyciel rodu” Chociaż John Jacobs nie należy do grona bogatych ludzi, ma bardzo ambitne plany i wie, co zrobić, by się wzbogacić. Postanawia ożenić się dla pieniędzy, a jego wybór pada na córkę właściciela linii kolejowej. Podobno Ellen nie jest zbyt urodziwa, ale przecież nie można mieć wszystkiego… John nie zamierza tracić czasu na zaloty. Otwarcie proponuje Ellen małżeństwo, a raczej układ oparty na przyjaźni, korzystny dla obu stron. Mimo sprzeciwu ojca Ellen błyskawicznie odbywa się skromny ślub. Dopiero teraz John i Ellen mogą się naprawdę poznać. Czy spodoba im się to, czego dowiedzą się o sobie? 
„Pomocna dłoń” Dom Jacobsów, których przodkowie byli założycielami Jacobsville w Teksasie, zostaje wystawiony na licytację. Shelby, córka zmarłego właściciela domu, traci dach nad głową i jest zmuszona podjąć pracę sekretarki w miejscowej kancelarii. Nieoczekiwanie pomocną dłoń wyciąga do niej Justin, który powinien jej nienawidzić. Sześć lat temu Shelby niezwykle boleśnie go zraniła. Teraz zastanawia się, czy Justinem kieruje współczucie, czy raczej chęć zemsty…

* On i ja
"Gotowa na wszystko"
Danetta świetnie sobie radzi w roli sekretarki Cabe’a Richtera. Udaje jej się unikać sporów z szefem, chociaż jest on niezwykle porywczym człowiekiem. Wszystko zmienia się podczas firmowego spotkania. Gdy Cabe żarliwie całuje Danettę, oboje zaczynają się postrzegać w zupełnie innym świetle. Są sobą coraz bardziej zafascynowani, jednak żadne z nich nie myśli o wspólnej przyszłości. Danetta wyznaje tradycyjne wartości, a Cabe od dawna nie wierzy w miłość...

"Słodko-gorzkie pocałunki"
Kate ma dwadzieścia dwa lata, dyplom szkoły dla sekretarek i duże pokłady optymizmu. Z radością przyjmuje pracę u Gilberta Callistera, zamożnego ranczera. Gilbert często powtarza, że nie szuka ani żony, ani matki dla swoich córeczek. Po co? Przecież Kate nigdy nie ośmieliłaby się myśleć o nim jako o ewentualnym partnerze życiowym. Nieoczekiwanie Gilbert prosi, by towarzyszyła jemu i córkom w wakacyjnym wyjeździe na Bahamy.

* Po północy
Domek na plaży od wielu lat jest azylem Nikki. Tylko tutaj może być sobą. W idyllicznym otoczeniu odpoczywa od blichtru wielkiego świata, zapomina o polityce, która stała się ostatnio treścią jej życia. To właśnie tutaj pewnego dnia ratuje życie tajemniczemu turyście... Chociaż Kane początkowo ukrywa swą tożsamość, Nikki natychmiast go rozpoznaje. Ten potentat naftowy z Teksasu jest najgroźniejszym przeciwnikiem politycznym jej brata, ubiegającego się o urząd gubernatora. Nikki i Kane dobrze wiedzą, że gdyby wdali się w romans, stałoby się to lokalną sensacją i pożywką dla mediów. Jednak ich namiętność okazuje się silniejsza niż rozsądek... Spotykają się coraz częściej, zawsze pod osłoną nocy...

Jayne Ann Krentz - Białe kłamstwa
Clare Lancaster ma niezwykły dar - potrafi wykryć kłamstwo. Kiedy wraca do rodzinnej posiadłości w Arizonie, by pracować w wielkiej firmie ojca, i gdy poznaje jego doradcę finansowego, Jake'a Slatera, od razu wie, że ten mężczyzna coś ukrywa. Lecz tylko jemu może zaufać, jeśli chce rozplątać sieć kłamstw spowijającą mroczne rodzinne sekrety. I zdemaskować mordercę, który wkrótce obiera sobie ją za cel...


J.A. Krentz - Wakacje na Hawajach

Dwa tygodnie na Hawajach, ale z osobistym ochroniarzem – Sabrina nie tak wyobrażała sobie swoje wakacje. Jednak jej matka, szefowa znanej firmy, przejęta anonimami pełnymi gróźb, nalegała, by Sabrinie towarzyszył Jack Devlin. Sabrina nie jest zachwycona takim obrotem sprawy, ale stara się wykonywać wszystkie polecenia Jacka. Ku swojemu zaskoczeniu zaczyna lubić jego towarzystwo i dobrze się bawić. Tymczasem pojawia się coraz więcej sygnałów, że stała się celem płatnego zabójcy…


Diana Palmer - Po drugiej stronie

Agent FBI Kilraven wciąż nie uporał się z bolesną przeszłością. Po tym jak zamordowano jego żonę i córeczkę, odsunął się od świata i postanowił nie dopuścić do swojego serca żadnej innej kobiety. Nie wszystko jednak układa się po jego myśli. Przeniesiony do Jacobsville, małego miasteczka w Teksasie, poznaje śliczną Winnie Sinclair, dyspozytorkę w Centrum Służb Ratunkowych. Zauroczony Winnie, próbuje walczyć z rodzącym się uczuciem i trzymać dziewczynę na dystans. Nie jest to łatwe, zwłaszcza że i on wywarł na Winnie duże wrażenie.Relacje tych dwojga jeszcze bardziej się komplikują, gdy okazuje się, że w teksańskim miasteczku ukryte są odpowiedzi na pytania dotyczące niewyjaśnionego morderstwa bliskich Kilravena. Kiedy Winnie odkrywa, że jej rodzina może mieć związek z tą sprawą, postanawia pomóc agentowi.Niebezpieczne dochodzenie przybiera coraz bardziej nieoczekiwany obrót, a życie Winnie jest zagrożone. Kilraven musi stawić czoło swojej przeszłości i zaryzykować wszystko…


Barbara Delinsky - Marzenia dla każdego

Christine Gilette, utalentowana architektka wnętrz, przybywa do Crosslyn Rise, aby przedstawić swój projekt wykończenia domów na luksusowym osiedlu. Niestety jej pierwsza wizyta na placu budowy kończy się bardzo niefortunnie. Robotnicy zafascynowani urodą Christine zapominają o ostrożności. Spadająca belka niszczy nadproże. Gideon Lowe, jeden z członków zarządu, obwinia Christine o ten incydent. Grozi, że zrobi wszystko, by nie otrzymała zlecenia.Mimo jego gwałtownego sprzeciwu projekt Christine zostaje przyjęty. Początkowa niechęć Gideona z czasem ustępuje miejsca całkowicie odmiennym uczuciom. Talent i urok Christine zaczynają coraz bardziej go fascynować. Ona jednak woli skupić się na pracy, tak by ich relacje pozostały czysto zawodowe.

To tak w skrócie o przeczytanych książkach. "Szepty płomieni" skończyłam w marcu, więc dołączą do kolejnego podsumowania :)

Czytałyście któreś z podanych pozycji?
Jaką literaturę lubicie?

Buziaki :*

środa, 22 lutego 2017

MOJA NAJmaska z BeautyFace - Mooya Tonizacja i nawilżenie

Cześć!
Jakiś czas temu BeautyFace zorganizowało kolejną akcję dla blogerów, tym razem pod nazwą MOJA NAJMASKA. Zgłosiłam się i znalazłam się w szczęśliwym gronie 50 blogerek, które miały sobie wybrać jedną maskę Mooya odpowiednio dobraną do potrzeb skóry. Mój wybór padł na:

MOOYA BIO ORGANICZNY ZABIEG na twarz i szyję "Tonizacja i Nawilżenie" z ekstraktem z alg i koralowca


MOOYA to dwuetapowy zabieg kosmetyczny w postaci maski i serum. 

Przeznaczona do każdego rodzaju skóry w każdym wieku, dogłębnie nawilża i zmiękcza skórę.

MOOYA „TONIZACJA I NAWILŻENIE” to gotowy profesjonalny zabieg kosmetyczny silnie nawilżający i mineralizujący skórę. Stworzony w oparciu o algi morskie i ekstrakt z koralowca delikatnie złuszcza martwy naskórek, pozwalając na lepsze dotlenienie, nawodnienie i tonizację skóry. Szczególnie polecany do skóry odwodnionej i pozbawionej blasku.
DZIAŁANIE: Doskonale dotlenia i odnawia komórki skóry, opóźniając procesy starzenia, silnie nawilża, mineralizuje, poprawia miękkość, elastyczność i jędrność, tonizuje.
DZIAŁANIE:
• Głęboko nawilża i odbudowuje warstwę lipidową
• Delikatnie złuszcza, dotlenia i odnawia komórki skóry
• Poprawia metabolizm i mikrokrążenie
• Przywraca miękkość i delikatność
• Mineralizuje cerę eliminując zmęczenie i szary koloryt
• Tonizuje i zmniejsza widoczność porów
• Poprawia elastyczność i sprężystość
SKŁAD:


Zaczniemy od pierwszego etapu, czyli zastosowania maski.

SILNIE NASĄCZONY BAWEŁNIANY PŁAT NA TWARZ I SZYJĘ
Unikalna receptura maski zawdzięcza swoją siłę działania wyjątkowo aktywnym składnikom pochodzenia naturalnego, takim jak ekstrakt z koralowca, algi morskie, kolagen czy kwas hialuronowy.

Przygotowując się do "zabiegu" najpierw umyłam twarz i użyłam peelingu, dzięki czemu skóra mogła jeszcze lepiej pobrać cenne składniki.

Pierwsze na co zwróciłam uwagę to, że maska jest bezzapachowa, nie czuć nic, co jest oczywiście plusem. 
Płat z łatwością nakładamy na twarz i szyję, maska nam nie spadnie dzięki "nausznikom", możemy się położyć i relaksować 30 minut lub robić to na co mamy ochotę, ja akurat czytałam książkę :) 
Świetnym rozwiązaniem jest to, że maska nie jest tylko na twarz, ale i na szyję, o nią też trzeba dbać w szczególny sposób, niestety często się o niej zapomina. 
W czasie czytania moja skóra chłonęła z maski wszystko to co najlepsze, a po upływie 30 minut płat był całkowicie suchy! Widać, że była potrzebna jej porządna dawka nawilżenia. Samo użycie maski Mooya sprawiło, że twarz była miękka, nawilżona, miła w dotyku, wypoczęta. Gotowa do użycia serum.


Zatem przychodzi pora na drugi etap, czyli serum, które najlepiej jak nałożymy maksymalnie 10 minut po zdjęciu maski.

AKTYWNE SERUM W FORMIE KREMU
Wyjątkowo skondensowane serum w formie lekkiego kremu oparte o kompleks aminokwasów i ceramidy gwarantuje widoczny efekt odmłodzenia oraz poprawy elastyczności skóry.
 

Serum mnie zaskoczyło, dla mnie to nie był krem, a bardziej forma żelu, który był bezbarwny, ale z drobinkami złota. Pierwsze co przeszło mi przez myśl, to to, że będę się świecić, zamiast uzyskać rozświetloną skórę, będę błyszczeć jak choinka na święta! 
Ale i tak siedzę w domu to nikt nie zauważy ;) Będę roztaczać blask :) 
Jakie było moje zdziwienie kiedy po nałożeniu serum na twarz, szyję (i jeszcze na dekolt starczyło :D), drobinek nie było w ogóle widać! Zastanawiałam się gdzie one zniknęły?! 
Czekałam i czekałam aż się wchłonie, nie wiem ile czasu minęło, ale kilka stron książki przeczytałam, wtedy zauważyłam, że serum z dekoltu i szyi zostało całkowicie "pożarte" (muszę bardziej zadbać o nawilżenie w tych miejscach), na twarzy niestety nie wchłonęło się do końca, więc wzięłam trochę nawilżony wacik i usunęłam nadmiar serum. Niestety mimo całkowitego wchłonięcia w szyję i dekolt, pozostała lepka warstwa, która bardzo mnie denerwowała, więc musiałam lekko zwilżyć i wytrzeć skórę.
Co mi się od razu rzuciło w oczy, to blask bijący z twarzy! Ale oczywiście nie tymi drobinkami ;) to było naturalne rozświetlenie, widać, że buźka się rozpromieniła, a zabieg przypadł jej do gustu. Skóra wyglądała jeszcze lepiej niż po użyciu samej maski, dostała więcej nawilżenia, została odżywiona i wyglądała na o wiele zdrowszą niż przed zabiegiem.


Wysoce skoncentrowany skład powoduje, że efekt widoczny jest po pierwszym użyciu. W celu osiągnięcia trwałego efektu rekomenduje się wykonanie kuracji 6 zabiegów MOOYA BIO ORGANIC HOME SPA w odstępie 2 dni każdy, po czym powtarzanie go raz na tydzień.
Produkt do użytku HOME SPA.
BEZ PARABENÓW, PEG, SLS, SLES i PERFUM
Produkt przebadany dermatologicznie.
Nie testowany na zwierzętach.
Nie powoduje uzależnienia.
Nie komedogenny.

Maski Mooya są dostępne w promocyjnych cenach w drogeriach Vica w sklepach stacjonarnych i internetowych pod tym linkiem http://vica.pl/?post_type=product&s=mooya, więc jeśli macie ochotę wypróbować którąś z masek to koniecznie zapoznajcie się z ofertą. 

Podsumowując jestem bardzo zadowolona z działania maski i serum, było to miłe rozwiązanie od zwykłych maseczek w tubce.



Używacie maski w płatach?
Wolicie maseczki w tubce czy płatkowe?

Buziaki :*

poniedziałek, 13 lutego 2017

Algi morskie i Le Petit Marseillais

Cześć!
Wiem, znowu mnie nie było miesiąc czasu... Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, no może tyle, że wciągnęłam się w czytanie książek. Czytałam ostatnio po 3-4 książki tygodniowo, jak nigdy nie znosiłam romansów tak teraz tylko je pochłaniam, horrory poszły w odstawkę... Znajoma poleciła mi Dianę Palmer i przepadłam, ostatnio też spodobała mi się J.A. Krentz. Ale nie o książkach miało być dzisiaj, choć muszę chyba też wprowadzić mój przegląd czytelniczy :)



Dzięki Rekomenduj.to zostałam ambasadorką Le Petit Marseillais. Jakiś czas temu otrzymałam przesyłkę zawierającą krem do mycia i balsam do ciała przeznaczone do rytuału morskiej pielęgnacji.

Mroźne powietrze wypełnia po brzegi krótkie, zimowe dni, a Ty wspominasz błogie chwile na słonecznej plaży? Myślisz o czasie, kiedy bryza delikatnie muskała Twoje ciało, a skóra pachniała solą morską i beztroską? W zaciszu swojej łazienki możesz znów poczuć tę błogość i odkryć bogactwo morskich składników.



Pielęgnujący krem do mycia Nawilżanie Algi morskie, biała glinka - połączenie tych składników w naszej formule sprawia, że krem do mycia doskonale rewitalizuje skórę. Jednocześnie odświeża ją i nawilża. Delikatny zapach morskiej bryzy otula ciało, dając wrażenie przyjemnego odprężenia. Bogata kremowa formuła sprawia, że krem otula skórę pod prysznicem, zapewniając jej prawdziwą pielęgnację.

Powiem tyle, że kremem do mycia jestem zachwycona! Bardzo go polubiłam. Podczas kąpieli wytwarza dużo piany, więc niewiele go zużywałam. Do tego ten zapach, który sprawia, że czujemy się jakbyśmy byli na plaży...Relaks, odprężenie, spokój, ukojone zmysły, wszystko dzięki jednemu kremowi. Dodatkowo trochę nawilża, co już daje mu kolejnego plusa. Lubię, bardzo lubię :)



Balsam do ciała Odżywianie bardzo sucha skóra algi morskie, oligoelementy - balsam do ciała posiada przyjemną, bogatą konsystencję, która rozpieszcza nawet suchą i bardzo suchą skórę. Dobrze się wchłania i nie pozostawia lepkiej warstwy. Kolejnym atutem balsamu jest słodko-słony zapach, który otacza skórę niczym morska bryza. Ze względu na swoją bogatą formułę doskonale sprawdzi się podczas wieczornej pielęgnacji albo w okresach, kiedy nasza skóra potrzebuje bardziej intensywnej pielęgnacji np. zimą.

Wszystko ładnie, pięknie, ale nie do końca. Moja skóra, zwłaszcza na nogach jest bardzo sucha, szczególnie zimą i latem. Niestety ten balsam sobie z tym problemem zupełnie nie poradził. Owszem bardzo szybko się wchłaniał, nie było lepkiej skóry (pomimo zawartości parafiny w składzie), zapach też przyjemny, ale nawilżenie było tylko chwilowe. Zanim poszłam spać to przyjemne uczucie znikało, choć zapach był wyczuwalny jeszcze do rana :)

Podsumowując - krem do mycia ciała jest rewelacyjny, natomiast balsam do ciała się nie sprawdził, pewnie na mniej wymagającej skórze by sobie poradził, ale dla mnie jest za słaby.

Lubicie kosmetyki Le Petit Marseillais?
Macie swoje ulubione?

Buziaki :*