środa, 14 września 2016

Yankee Candle Farmers Market - Aromahome

Cześć!
Ciągle mnie mało, pocieszam się, że jak nadejdzie jesień, to więcej czasu będę spędzać w domu, a tym samym i więcej mnie będzie na blogu. Skoro mowa o jesieni, to mam dla was idealny wosk na tą porę roku, który pochodzi ze sklepu aromahome.pl


Yankee Candle - Farmers Market



Zapach słodkich jagód, soczystych jabłek, smakowitych brzoskwiń oraz nutą delikatnych przypraw.


Woski z serii JAR WAX MELT różnią się od tradycyjnych tarteletek nowym wyglądem oraz formułą "EASY CLEAN", która zapewnia łatwe usuwanie wosku z kominka po 2 godzinach od zastygnięcia poprzez zwykłe "wypchnięcie" go palcami z miseczki.


Jest to mój pierwszy wosk słoik z jakim mam styczność, taki wygląd nawet bardziej mi się podoba, niż tradycyjnych tartaletek.

Cena - 6 zł (obecnie w promocji)

Dostępność - klik



Jeśli mnie znacie pod kątem zapachowym, to wiecie, że jestem miłośniczką owocowych nut. Tu oprócz owoców są też korzenne nuty, które mnie bardzo zaciekawiły w tym połączeniu.
Na sucho wosk pachnie przede wszystkim owocami, najbardziej czuję brzoskwinie, po chwili są to jabłka i jagody. Myślałam - gdzie te przyprawy?
Otóż, aromat przypraw pojawia się podczas palenia, ale nie od razu, dopiero po roztopieniu całego wosku w kominku.


Wosk Farmers Market jest zapachem intensywnym i bardzo wyraźnym. Stopniowo uwalnia ukryte w sobie aromaty brzoskwiń, jabłek, jagód, by na końcu doprawić klimat korzenną nutą goździków i dodatkiem cynamonu. 
Korzenne nuty nie zawsze mi odpowiadają, ale tu są bardzo dobrze wkomponowane, sprawiają, że wosk ten będzie idealny na jesienno-zimowe wieczory, na odpoczynek po ciężkim dniu przy książce i ciepłym kakao.

Co mnie jeszcze urzekło w tym malutkim słoiczku to widok serduszka po zdjęciu folii.



Lubicie owocowo-korzenne zapachy?
Znacie ten wosk?

Buziaki :*



środa, 7 września 2016

Aqua Kringle Candle - Aromahome

Cześć!
Dawno mnie nie było, ale to u mnie ostatnio normalne ;) 
Dzisiaj zaczynam serię z zapachami pochodzącymi ze sklepu aromahome.pl, który posiada w swojej ofercie zapachy Yankee Candle, Kringle Candle, Woodwick, Kartell.  
Stacjonarnie sklep ma swoją wyspę w Warszawie na ul. Ostrobramskiej 75c w C.H. Promenada.
Przed Wami 6 tygodni z pachnącymi woskami. 
Zaczynamy od tajemniczej wody...


Aqua Kringle Candle


  • Jasne cytrusowe nuty łączą się z bergamotką, piżmem i drzewem sandałowym. Razem z morskimi aromatami tworzą piękną, ekspansywną kompozycje, która urzeknie każdego.

Cena - 12 zł

Dostępność - klik


W woskach KC podoba mi się to, że są od razu w pojemniczkach, dzięki czemu po odłamaniu odpowiedniego kawałka, pakujemy go ponownie i nie tracimy aromatu. Jak wiecie, woski te są podzielone na 5 części. 
Do 1 palenia używam 1/10, taka ilość na mój nos jest idealnie intensywna. Czasami jedną taką część palę dwukrotnie, wtedy aromat już jest słabszy.


Aqua to według producenta połączenie cytrusów, bergamotki, piżma i drzewa sandałowego. 
Ja widząc nazwę, która mówi "woda", w myślach mam co innego. Kojarzy mi się z taką wilgocią w powietrzu przed deszczem, gdzie nagle zmienia się powietrze na mokre, mam nadzieję, że mnie rozumiecie? Jest taka świeżość, czuć zbliżający się deszcz. 
Wosk na początku przez kilka minut jest piżmowy i lekko ostry, później wydostaje się drzewo sandałowe, a na koniec aromat czystej wody, który unosi się w powietrzu jeszcze długo po wypaleniu tealighta. Mój nos nie wyczuwa nut cytrusowych.
Sklasyfikowałabym go do męskich zapachów, na sucho przez moment skojarzył mi się z męskim żelem do golenia :)


Byłam lekko sceptycznie nastawiona do tego wosku, jednak im dłużej jego aromat krążył w powietrzu, tym bardziej czułam się zrelaksowana.

Znacie ten zapach? 
Lubicie woski Kringle Candle? 
Znacie już sklep Aromahome?


Buziaki :*

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Wyzwanie dla blogerek - kosmetyki do makijażu

Cześć!
Ja jak zwykle na końcu i z opóźnieniem... ehhh.... totalny brak czasu mnie dopada, a dzisiaj jeszcze męczy ból głowy. Przyszła pora na 3 temat z wyzwania dla blogerek. Tym razem są to kosmetyki do makijażu twarzy. Wybrałam tylko te, których używam najczęściej, bo jakbym miała pokazać wszystko co mam, to by za długo trwało ;)


Jak już wiecie (mam nadzieję), nie jestem aż taką zwolenniczką makijażu, lubię stawiać na swój naturalny wygląd twarzy, wydaje mi się, że nadal mogę spokojnie wychodzić z domu bez poprawiania wyglądu. Do pracy też często wychodzę bez makijażu, szczególnie wtedy jak mam na 5 rano, wolę dłużej pospać niż się malować :) Na razie nikt się na mój wygląd nie skarżył :)

Podkłady mam 3 i na razie mi wystarczają:
- rozświetlający Rimmel Wake Me Up
- kryjący La Luxe Paris (recenzja)
- adaptujący FM
Każdy z nich ma swoje zadanie, które spełnia i używany jest zależnie od mojej chęci. Ponoć podkład Rimmel za bardzo się świeci, nie wiem, nie zauważyłam tego u siebie, radzę sobie z takimi "problemami".



Utrwalenie podkładu, a tym samym upiększenie buźki, to zadanie dla kulek CC czy pudru prasowanego Avon. O kolorek na policzkach dba od długiego czasu róż prasowany Joko (recenzja), który jest moim ulubieńcem i bardzo wiele ze mną przeszedł, co widać poniżej po jego wyglądzie. Pod oczy używam rozświetlacza Joko, który też spisuje się świetnie.



Oczy są zwierciadłem duszy i o nie trzeba też zadbać. Kiedyś używałam do tego tylko tuszu i cieni. Obecnie zbiór mój się powiększył o cienie do brwi, kredki do oczu czy eyelinery. Z tych ostatnich jeszcze ideału nie znalazłam niestety. 
Tuszy mam teraz chyba 5, ale ta 3 towarzyszy mi na zmianę. Najlepiej z nich wszystkich spisuje się tusz Rimmel, następnie FM, a na końcu jest La Luxe Paris (recenzja).
O brwi dba zestaw z Avon (recenzja), bardzo przyjemnie się go używa, szkoda tylko, że wosk kończy się błyskawicznie i pozostaje nam tylko cień. Na początku słabo mi szło operowanie tym duetem, ale teraz to już efekt jest naprawdę super!


O kolor na powiekach dbają dwie palety, jedna to Undress Me Too MUA, która spisuje się rewelacyjnie w makijażu dziennym jak i wieczorowym.
Druga to Ruby Rose, widziałam taką za 25 zł. Pigmentacja jest słaba, ale czasem coś się uda z niej wycisnąć, o rozcieraniu nie ma mowy, natychmiast znika z powieki. Najbardziej z niej podobają mi się odcienie zielonego, które często mi towarzyszą, w połączeniu z kredką zieloną od FM.



Na ustach preferuję błyszczyki, najlepiej takie mieniące, nic nie poradzę, że lubi drobinki :D 
Zarówno La Luxe Paris (recenzja), jak i Lemax spełniają swoje funkcje, a trwałość w granicach 1-2 godzin jet znośna. 
Żeby nie było - pomadki też mam, ale używam ich o wiele rzadziej, a raczej prawie wcale, kupuję, bo podoba mi się kolor, parę razy użyję, a potem leżą.



Na koniec pozostawiłam gadżety jakie ułatwiają mi aplikacje kosmetyków. 
Gdzieś posiałam jeszcze 2 pędzelki do nakładania cieni...
Na zdjęciu widać pędzel do różu, pędzelek do brwi i jajko do podkładu, wszystko od Avon i jestem bardzo pozytywnie zaskoczona trwałością.



To tak w streszczeniu jeśli chodzi o makijaż :)

Więcej na temat tego tematu i linków do pozostałych wpisów znajdziecie tutaj -> KLIK


Buziaki :*