czwartek, 4 maja 2017

[PRZEDPREMIEROWO] "Konkurs na żonę" Beata Majewska

Cześć!
Czy można znaleźć żonę idealną wymyślając konkurs dla studentek? 


Młody prawnik z Krakowa, Hugo Hajdukiewicz, planuje jak najszybciej zmienić stan cywilny. Założenie rodziny przed trzydziestymi urodzinami to warunek narzucony mu w testamencie przez wuja. W poszukiwaniu idealnej kandydatki pomysłowy biznesmen wprowadza w życie plan „Żona”. Wkrótce poznaje młodziutką, nieśmiałą studentkę. Niedomyślająca się niczego dziewczyna szybko ulega urokowi przystojnego mężczyzny. Jednak misternie przygotowany plan matrymonialny niespodziewanie wymyka się spod kontroli…

Powiem szczerze, że już dawno nie śmiałam się tak często czytając książkę. Od początku mamy zaserwowaną dawkę dobrego humoru, choć nie unikniemy też łez, przynajmniej ja w 2 momentach płakałam, ale nie będę zdradzać dlaczego - musicie sami przeczytać :)

Hugo to taki typ, który sądzi, że wszystko mu się należy. Na szczęście warunki spadku jaki ma otrzymać po wuju nieco utemperowały jego charakter i coś tam stopniowo zaczyna się w nim zmieniać. Podoba mi się ta zmiana, a co najdziwniejsze, podoba mi się sam Hugo. Może to dziwnie zabrzmi, ale miałam dosyć facetów z innych książek. Ten, choć ma za uszami, lubi kłamać aby dojść do celu, sprawił, że chciałam wiedzieć o nim więcej, wgłębić się w jego duszę i zrozumieć jego postępowanie. Jedną z przyczyn jego zamknięcia w sobie jest rozstanie z Nicole, której miał się oświadczyć, coś nie wyszło, a on postanowił nigdy nie dopuścić żadnej kobiety do swego serca. 

Tymczasem dzięki konkursowi, poznaje Łucję. Dziewczynę ze wsi, kochającą swoją babcię, myślącą o potrzebach innych, delikatną, łatwowierną, kruchą i wnioskuję, że jak zakochana to już tylko raz i oddająca serce na tacy. Panna Maśnik bardzo szybko się zakochuje i angażuje w związek z Hugo, on natomiast na początku nie okazuje jej zainteresowania. Nagle bum! i są oświadczyny, ona się zgadza. Tylko, że pojawiają się wątpliwości...

Wątpliwości, które będą mącić i psuć to co miało być takie piękne. Akcja nabiera tempa. 
Hugo próbuje wybrnąć z kłamstw jakie narastały od początku tegoż dziwnego związku. Łucja staje się godną i mądrą przeciwniczką, co zaczyna się podobać Hugo, ale przez pomijanie faktów, studentka przestaje już ufać wybrankowi serca...



"Konkurs na żonę" to część pierwsza z cyklu o przedstawionych wyżej bohaterach. Kolejna, która jest w przygotowaniu to "Bilet do szczęścia" i nie ukrywam, że już nie mogę się doczekać dalszych losów Hugo i Łucji.

Beata Majewska ukazała w książce różne oblicza miłości, która nie zawsze jest taka piękna i romantyczna, ale zadaje też dużo bólu. Poza tym przedstawia inne ważne wartości takie jak przyjaźń i rodzina, które w dzisiejszych czasach niestety się zatracają. Dużo ciekawych zwrotów akcji, dawkowanie emocji, świetne słownictwo i intrygi, które na koniec sporo zmienią.


Warto jeszcze wspomnieć o dwóch osobach, które są wsparciem głównych bohaterów. Łucja ma ukochaną babcię, a Hugo przyjaciela Adama Solińskiego.





O swoje szczęście trzeba walczyć, tylko czy zawsze warto? 
Czy taka krucha Łucja rozbije skałę otaczającą serce Hugo? 

Jeśli jesteście ciekawi co wydarzy się w życiu studentki i prawnika, powinniście sięgnąć po tą książkę. 

"Konkurs na żonę" jest bardzo dobrą książką na popołudnie, relaks i dobry humor macie gwarantowane.

Premiera już 10 maja!


Dziękuję bardzo Publicat S.A. Grupa Wydawnicza za podarowanie książki przedpremierowo oraz autorce Beacie Majewskiej za miło spędzony czas w towarzystwie Hugo i Łucji.





Buziaki :*



czwartek, 6 kwietnia 2017

Elancyl Slim Design Cellulite Rebelle

Cześć!
Kolejne testy kosmetyczne za mną. Tym razem miałam coś co mnie zaskoczyło. Otóż dostałam się do testowania kosmetyków antycellulitowych na portalu TrustedCosmetics.pl, a w moje ręce, a raczej na ciało trafił krem do likwidacji uporczywego cellulitu.


Elancyl Slim Design Cellulite Rebelle 


ELANCYL SLIM DESIGN Cellulite Rebelle to innowacyjny krem w walce przeciw uporczywemu cellulitowi. Dzięki kofeinie została dowiedziona 24-godzinna bioaktywność (testy in vitro). Pierwszy dermokosmetyk antycellulitowy, który działa bezpośrednio w sercu struktur komórkowych, które tworzą "skórkę pomarańczy". Ze względu na precyzyjny dobór aktywnych, skutecznych i sztandarowych dla marki składników oraz innowacyjnemu wykorzystaniu właściwości wyciągowi roślinnemu z Salacii, formuła ELANCYL Slim Design zapewnia:
  • wyrównanie powierzchni skóry
  • zmniejszenie nierówności spowodowanych cellulitem
  • ujędrnienie włókien skórnych i wzmocnienie napięcia skóry

ELANCYL zidentyfikował nowego „winnego” odpowiedzialnego za tworzenie cellulitowych nierówności – tkankę łączną.
Do tej pory tkance łącznej nigdy nie poświęcano wiele uwagi i nie badano jej pod kątem powstawania celluitu. Dlatego ujawnienie roli tkanki łącznej jest fundamentalnym odkryciem naukowym, które całkowicie zmienia podejście do ‘skórki pomarańczowej’ i wyznacza nowy kierunek w aktywnym minimalizowaniu cellulitu.
ELANCYL Slim Design to nowy produkt, w którym kierując się najnowszą wiedzą na temat powstawania cellulitu, zastosowano unikalne połączenie nazwane [Kompleks Kofeina]3D,
SPALANIE - UJĘDRNIANIE - DRENAŻ
Innowacja przeciw cellulitowi - działa na 3 główne czynniki powstawania cellulitu, aby znacznie wygładzić "skórkę pomarańczową". Wyjątkowa konsystencja: pigmenty perłowe, aby zapewnić efekt optycznego wygładzenia skóry, natychmiast po aplikacji. 
SALACIA jest nowym bezprecedensowym sojusznikiem w walce z cellulitem. To indyjska roślina lecznicza, dobrze znana w medycynie ajurwedyjskiej. Z jej korzeni pozyskuje się substancję o właściwościach przeciwzapalnych, przydatnych w leczeniu reumatyzmu i chorób skóry. Ekstrakt z korzenia SALACIA zmniejsza ryzyko cellulitu, redukując nadmiar produkcji kolagenu (o 60%) i fibronektyny (o 44%), a tym samym ograniczając przerost włókien tkanki łącznej. Zapewnia to intensywne wygładzanie powierzchni skóry, która ponownie staje się jędrna i wyrównana. 

Skład: 
water (aqua), caprylic/capric triglyceride, alcohol (alcohol denat), dimethicone, coco-caprylate, caffeine, propylene glycol oleth-10, triethanolamine, peg-7 glyceryl cocoate, acrylates/C10-30 alkyl acrylate crosspolymer, cecropia obtusa bark extract, citral, citric acid, citronellol, dimethiconol, fragrance (parfum), geraniol, glycerin, hedera helix (ivy) extract (hedera helix extract), helianthus annuus (sun-flower) seed oil ( helianthus annuus seed oil), hexyl cinnamal, hydroxyethyl acrylate/sodium acryloyldimethyl, taurate copolymer, limonene, linalool, maltodextrin, mica, phospholipids, polysorbate 60, propanediol, pyrus malus (apple) stem extract (pyrus malus stem extract),  salacia oblonga root extract, salicylic acid, sorbitan isostearate, titanium dioxide (CI 77891), tocopherol, xanthan gum.
Składniki aktywne:
*[Kompleks Kofeina]3D  - rewolucja w walce z cellulitem
* Salacia - zapobieganie sztywnieniu
* Bluszcz - drenaż i jędrność
* Florydzyna - zapobieganie magazynowaniu
* Ksantoksylina - zapobieganie nawrotom cellulitu


Więc co najważniejsze jeśli chodzi o skład i formułę już przeczytaliście, a teraz pora na moje zdanie na cały temat.
Przede wszystkim chcę podkreślić, że nigdy nie wierzyłam w działanie kosmetyków antycellulitowych. Aby coś z cellulitem zrobić powinniśmy zmienić dietę, pić dużo wody i uprawiać aktywność fizyczną - nic się samo nie zrobi! Ja jak większość kobiet również borykam się ze "skórką" w szczególności na udach. Zgłosiłam się do testów z czystej ciekawości. Chcę dodać, że nie zmieniłam diety ani nie ćwiczyłam, wszystko było jak zwykle (choć postanowiłam z mężem biegać 2-3 razy w tygodniu od tego miesiąca, ale udało nam się tylko raz, bo się rozchorowałam, zaczynamy znowu w sobotę, ale o tym w innym poście). Minęło 20 dni testów, a ja mam dla Was wyrobioną opinię o kosmetyku. 
Technicznie dobrze, butelka jest wygodna z miękkiego plastiku, prosty design. Czego mi zabrakło to opakowania kartonowego gdzie zapewne jest wiele informacji, przez co musiałam poszukać w internecie składu produktu jak i zastosowania oraz sposobu aplikacji na ciało, gdyż aby podnieść  skuteczność Slim Design, przy aplikacji Slim Design ELANCYL zaleca wykonanie prostego masażu opracowanego z fizjoterapeutą, czyli:
  • Przesuwaj dłonie po obu stronach ud, równocześnie szybko i rytmicznie uciskając je oburącz z obu stron
  • Szczyp i roluj skórę pionowo i w poprzek partie ciała dotknięte cellulitem: zewnętrzną i wewnętrzną stronę ud, kolana, pośladki i brzuch
Oczywiście stosowałam się do rad, choć przed 5 rano szło ciężko, ale dałam radę :)
Krem myślałam, że będzie gęsty, coś w rodzaju balsamu, natomiast Slim Design jest rzadki, na szczęście nie ucieka podczas aplikacji. Do tego barwa brązowa z dodatkiem pigmentów odbijających światło nasuwała mi myśl, że może jeszcze złapię lekką opaleniznę haha (pomarzyć można). Zapach przyjemny, ziołowy, z lekką nutą chemii, szybko ulatnia się z ciała. 

Producent zapewnia, że Slim Design nie klei się i pozwala na natychmiastowe ubranie się po aplikacji. Zazwyczaj takie zapewnienia to ściema, ale tu miłe zaskoczenie, krem błyskawicznie się wchłania i nie klei, już podczas samej aplikacji mam wrażenie, że moja skóra go "zjada", wykonuję masaż ud, idę umyć dłonie i od razu się ubieram. Zwykle są to jeansy, ale jasnych ubrań dodam, że nie barwi (opalenizny też mi nie przybyło ;) ). 
Po 20 dniach stosowania zauważyłam zużycie ponad połowy butelki (200 ml), więc sądzę, że wystarczy mi jej jeszcze na jakieś 2 tygodnie. Posiadam wersję na dzień, ale zastanawiam się nad zakupem kremu na noc, ponieważ zdecydowanie wolę się smarować przed snem, ale dla urody zniesie się wszystko co nie? :)
Powiem krótko - Slim Design działa! Serio, byłam mega zdziwiona gdy zobaczyłam efekty 3-tygodniowej kuracji. Skóra na udach stała się jędrniejsza, gładsza, nawilżona i ma mniej cellulitu niż przed użyciem. Według mnie pierwszy kosmetyk na cellulit jaki cokolwiek zdziałał na moim ciele. Duże zaskoczenie spowodowało u mnie chęć zrobienia czegoś więcej, bo podejrzewam, że w połączeniu z bieganiem i zmianą diety osiągnę jeszcze lepsze efekty. Na napiętej skórze jeszcze widać jakieś grudki, ale gdy nic nie ruszam, to wszystko wygląda dużo lepiej i milej dla oka. W kosmetykach antycellulitowych spotkałam się jeszcze z uczuciem zimna lub ciepła, na szczęście przy tym kremie nie występuje żadne z nich co uważam za duży plus. 


Mam nadzieję, że na zdjęciach widać różnicę, starałam się w miarę dobrze to przedstawić. 

Za 200 ml kremu musimy zapłacić około 85 - 115 zł, cena trochę wysoka, ale działanie to wynagradza :)

Co sądzicie o kosmetykach antycellulitowych? 
Działają u Was czy nic z tego?
Znacie tanie i skuteczne kosmetyki radzące sobie ze "skórką pomarańczową"?

Buziaki :*

piątek, 31 marca 2017

Peemer - błyskotliwy gadżet urodowy na telefon

Hej!
Dawno mnie nie było!!! Ale wracam, żeby nie było, że zaniedbuję ;)

Dziś będzie o bardzo ciekawym gadżecie na telefon, czy faktycznie taki przydatny i niezbędny, dowiecie się w dalszej części :)

Lusterko Peemer - błyskotliwy gadżet na telefon dla każdej kobiety


Oto Peemer. Stylowe, nietłukące się lusterko na Twój telefon. Ręczne wykonanie gwarantuje dbałość o każdy szczegół. Szeroki wybór wysokiej jakości materiałów, kolorów i zdobień pozwoli Ci wyrazić siebie w dowolnym stylu na różne okazje. 
Od tej pory nie musisz się martwić o brak lusterka. Będzie ono przy Tobie 7 dni w tygodniu, 24 godziny na dobę i możesz z niego korzystać zawsze wtedy -kiedy zajdzie taka potrzeba, zadbała o to polska marka Phone Mirrors Design w oparciu o własne doświadczenia i obserwacje młodych, ambitnych kobiet sukcesu. Znalazła rozwiązanie - wprowadzając na rynek najnowszy produkt- ręcznie robione, wygodnie doczepiane na cieniutki rzep do obudowy telefonu lusterka. 
Kwiatek, owal, serce, prostokąt, a może kwadrat?Złoto, srebro, tworzywo sztuczne lub zdobienia Swarovskiego? Jaki designerski kształt tego gadżetu wybierzesz? Ręcznie robione lusterka PEEMER wykonane są ze świetnej jakości materiału.Urzekający kształt, przykuje uwagę każdego bystrego obserwatora.



Lusterko Peemer trafiło do mnie dzięki testom z TrustedCosmetics.pl. Przybyło do mnie pięknie zapakowane, cieszyło oko niesamowicie. Czułam się jakbym dostała prezent bez okazji :) Na test miałam 15 dni, dzisiaj przychodzę z opinią dla Was.


Peemera używałam szczególnie do selfie, ale sprawdził się też dobrze do poprawki makijażu, a koleżanki były bardzo zainteresowane nowym gadżetem. 

Moja wersja to Premium i powiem Wam, że o wiele bardziej mi się podoba niż lusterka serii Joy&Fun.

Żeby przymocować lusterko do telefonu należy najpierw odkleić folię zabezpieczającą rzep, a następnie dobrze przykleić do obudowy lub telefonu. Rzep umożliwia wielokrotne odklejanie, jednak producent zaleca aby za często tego nie robić, gdyż skraca to jego żywotność.
Do lusterka był dołączony również czyścik, który ułatwia utrzymanie naszego gadżetu w czystości.



A teraz jak używanie Peemera ma się w praktyce, czy faktycznie jest taki pomocny i niezastąpiony?

Jeden wielki plus za to, że nie trzeba nosić już dodatkowego lusterka w torebce, które czasem nawet mi się tłukło (Peemer jest nietłukący). 
Chcę spojrzeć czy makijaż się nie rozmazał to biorę do ręki telefon i się przeglądam.
Idealne selfie? Nic prostszego, lusterko ułatwia sprawę. Mogłabym zrobić sobie selfie aparatem z przodu telefonu, ale rozdzielczość jest słabsza i zdjęcie już nie wychodzi tak dobrze, a teraz dzięki Peemer mogę za pierwszym razem zrobić sobie dobre zdjęcie, bo wiem jak idealnie ustawić telefon
Lusterko nie przeszkadza w codziennym używaniu telefonu, nie haczy w torebce podczas wyciągania, nie porysowało się przez te 2 tygodnie, jest bardzo trwałe i naprawdę solidnie wykonane, kamienie Swarovskiego dodają uroku, a każdy kto widzi gadżet przy moim telefonie od razu zadaje pytanie "co to?"



Z początku myślałam, że Peemer okaże się zbędny, jednak teraz nie wyobrażam sobie dnia bez niego, nie odczepiam od obudowy i chyba już tego nie zrobię :)

Koszt lusterek serii Premium to 86 zł, natomiast Joy&Fun tylko 29 zł, sami musicie zdecydować czy cena warta grzechu :)


Peemer na facebooku - klik
Strona sklepu - klik



Lubicie różne gadżety na telefon?
Co myślicie o tym  lusterku?

Buziaki :*