wtorek, 10 stycznia 2017

Czerwień na zimę

Cześć!
Plan na dzisiaj zrealizowany, więc pora przedstawić Wam coś co już jakiś czas temu pokazywałam na swoim fb. Tego roku, jak i na przyszłość, postanowiłam sobie, że koniec z czernią, no prawie ;) Tej zimy noszę się na czerwono! Zawsze była to klasyka w czerni - płaszcz, kozaki, torebka. Teraz coś co bardziej pozwala mi pokazać siebie, mój humor i charakter. 

Po pierwsze kurtka od goodlookin (obecnie trwa promocja, z 229,90 zł na 169,90 zł), która jest podstawą zimowego odzienia i bez niej bym zmarzła :) Jest bardzo ciepła, wygodna, w kolorze się zakochałam od razu! Wymiary w tabeli rozmiarów są bardzo dokładne, z czego bardzo się cieszę, nie musiałam się bać, że będę musiała wymienić na inny rozmiar. 

Po drugie torebka od Pracownia Torebki Niezwykłe Marta Jańczuk, to moja druga torebka od pani Marty i wiem, że nie będzie ostatnia. Wykonana jest z wysokiej jakości skóry ekologicznej przyjemnej w dotyku oraz kieszonka z klapką i długi pasek. Torba ręcznie pikowana. Co mi się podoba to możliwość dopasowania kolorów materiałów według własnego upodobania. Z początku myślałam nad połączeniem niebieskiego z czerwonym, ale ostatecznie jest czerń + czerwień. Torba jest tak pojemna, że czasami dziwię się ile do niej mogę wrzucić, albo mam mało rzeczy i nie mogę nic znaleźć ;)









Zdjęcia ze spacerku po mojej wiosce :) Nawet mężu się załapał :)

Jak Wam się podoba taki zestaw na zimę?
Stawiacie na czerń czy kolory?

Buziaki :*

p.s.
konkurs z shinybox na blogu anulowany, zapraszam na FB, gdzie właśnie na nowo się rozpoczął -> KLIK

wtorek, 3 stycznia 2017

Weź sprawy w swoje ręce, czyli...

Cześć!

Plan na ten rok jaki mam to zmiana ludzi, którymi się otaczam, dokładniej chodzi o ludzi, którzy wprawiają mnie w zły nastrój delikatnie sprawę ujmując. Toksyczni znajomi nie są mi do niczego potrzebni, już Sylwester pokazał mi, że jest wielu ludzi dookoła, którzy mają pozytywne nastawienie do życia i to takimi osobami chcę się otaczać. 

Rzadko czytam książki motywacyjne, wychodzę z założenia, że jeśli chcemy coś zmienić to musimy się do tego zabrać, żadne "gadki szmatki" nie mają tu znaczenia. 
Nowy rok to zawsze jakieś postanowienia, albo uda nam się je spełnić albo nie, wszystko zależy tylko od nas. Nie zawsze obrane przez nas cele okazują się trafne, człowiek jednak istota myśląca potrafi wyciągać wnioski z porażek. 

Dzięki wydawnictwu Galaktyka, trafiła do mnie książka pod prostym tytułem "Weź sprawy w swoje ręce. Czyli o tym, że przyjmując odpowiedzialność, zmieniasz wszystko", której premiera wypada akurat na dzisiaj, czyli 3 stycznia 2017 r.


John Izzo w książce Weź sprawy w swoje ręce podpowiada, w jaki sposób możemy wpłynąć na poprawę swoich perspektyw zawodowych, funkcjonowania lokalnych społeczności i relacji międzyludzkich, a także sprawić, by cały świat stał się lepszy. Autor podaje siedem inspirujących zasad, dzięki którym każdy może dokonywać pozytywnych zmian. Udowadnia, że wszystkie problemy, począwszy od kwestii dotyczących naszego życia osobistego i trudności zawodowych, a skończywszy na najbardziej doniosłych zagadnieniach społecznych, można rozwiązać, jeśli tylko każdy z nas przejmie inicjatywę, zamiast czekać, aż zrobią to inni. Kiedy zdamy sobie sprawę z własnej mocy sprawczej, staniemy się szczęśliwsi, spokojniejsi i silniejsi. 

Faktycznie postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce, bardzo szybko był ku temu impuls. Nie zamierzam teraz czekać aż ktokolwiek zrobi coś za mnie, działam mając na uwadze odpowiedzialność za to co zrobiłam by zmienić najpierw swoje życie na lepsze, potem jak się uda, by odmieniło się życie najbliższych mi znajomych i rodzinie. Chcę tworzyć swoje życie, a nie być ofiarą wyborów innych ludzi. 

Książkę czyta się tak lekko i szybko, że nie pamiętam kiedy dobrnęłam do końca! Wielkie sprawy zaczynały się od działań jednostek, niemożliwe stawało się możliwe, a czytając o osobach, które osiągnęły wyznaczony cel wydaje się być to bardzo proste, co w rzeczywistości wcale takie nie jest, bo aby coś osiągnąć trzeba oddać się temu w całości, nie poddawać się, gdy pojawią się trudności tylko dążyć do zmian.



Na koniec każdego rozdziału John B. Izzo przedstawia praktyczne wskazówki, którymi powinniśmy się kierować. Dużo ludzi idzie na łatwiznę szukając wymówek aby nie brać odpowiedzialności za zmiany, których sam oczekuje, nikt za ciebie nic nie zrobi, musisz zacząć najpierw od siebie i od najbliższego otoczenia.

W tekście bardzo wyraźnie rzuciły mi się w oczy pewne słowa, które w sam raz pasują na podsumowanie tej książki, zacytowane przez autora, a wypowiedziane przez zmarłego mistrza tenisa Arthura Ashe: "Aby osiągnąć sukces, zacznij tu, gdzie jesteś, wykorzystaj to, co masz i rób wszystko co możesz". To będzie moja dewiza na ten rok :)


Nie sądziłam, że książka okaże się tak dobra i zmotywuje mnie jeszcze bardziej!


Wydawnictwo Galaktyka
Oprawa miękka
Stron 208
Cena 29,90 zł

Czytacie książki motywacyjne?
Zagłębiacie się w psychologię?
Działacie i zmieniacie swoje życie czy czekacie aż ktoś inny za was coś zrobi?

Buziaki :*

środa, 28 grudnia 2016

Kringle Candle Vanilla Lavender - Aromahome

Cześć!
Dzisiaj jest taki dzień, że mam ochotę wtulić się pod koc i spać do rana. Aby poczuć choć część otulenia i ciepła postanowiłam wykorzystać do tego wosk o nutach zapachowych, które są dla mnie zupełnymi przeciwieństwami. 


Kringle Candle Vanilla Lavender


Wosk o aromatycznym połączeniu kojącej lawendy ze słodką wanilią.

Cena - 12 zł
Dostępność - aromahome.pl (obecnie brak)

Kto już mnie długo czyta to wie, że wanilię ubóstwiam, lawendę nienawidzę, taka już moja natura. Choć zdarzyło się raz, że kompozycja lawendy z bzem bardzo mi przypadła do gustu. Z racji, że lubię ryzyko postanowiłam wybrać ten zapach i sprawdzić jak mój nos na to zareaguje.


Zawsze wącham woski na sucho i porównuje je z aromatem uwalnianym podczas palenia. Czasem się różnią, bywa, że są i takie same. 
Vanilla Lavender na sucho jest dla mnie koszmarem, lawenda jest główną nutą tego wosku i trochę się tego obawiałam. Radości nie było końca kiedy unoszący się zapach podczas palenia to mega otulająca wanilia. Od razu mi cieplej na duszy, mogę się zatracić w relaksie, zrobić sobie spa i cieszyć się błogim spokojem. Bo nie ma co dużo pisać, relaks mamy zapewniony, nic dla nas może nie istnieć. Jest słodko, aromatycznie, zamykam oczy i widzę siebie leżącą na łące i wpatrującą się w błękitne niebo. Nic mi do szczęścia już nie potrzeba :)


Lubie wanilię/lawendę?
Znacie ten wosk? 
Podoba Wam się takie połączenie?

Buziaki :*